Płeć w polskich sądach. Co widać w 1,09 mln orzeczeń
Ile kobiet orzeka w polskich sądach? Na którym szczeblu? W których wydziałach? I czy to w ogóle ma znaczenie dla wyroków?
Pytania wracają zwykle przy okazji sporu o sądy rodzinne. Padają wtedy trzy liczby: 70–80% sędziów wydziałów rodzinnych to kobiety, 80–90% psychologów opiniujących w tych sprawach to kobiety, 75–85% kuratorów rodzinnych to kobiety. Z tych liczb wyprowadza się wniosek o systemowej stronniczości wobec ojców.
Postanowiliśmy sprawdzić to u źródła — nie tylko w wydziałach rodzinnych, ale w całym sądownictwie. Pierwsze ustalenie okazało się ważniejsze niż same liczby:
Państwo polskie tych danych nie zbiera. W żadnym z trzech miejsc, w których mogłoby.
Formularz sprawozdawczy MS-S40, na którym Ministerstwo Sprawiedliwości gromadzi dane o kuratorach sądowych, nie zawiera pola „płeć". Formularz MS-OZSS-25, dotyczący opiniodawczych zespołów sądowych specjalistów, również nie. Karta statystyczna D-R1, którą GUS zbiera po każdym prawomocnym rozwodzie, pyta w punkcie 13 wyłącznie o to, komu powierzono władzę rodzicielską — i nie ma w niej pola na to, czy rodzice zawarli porozumienie, czy ojciec w ogóle o opiekę wnosił, ani gdzie dziecko faktycznie mieszka.
Ta sama statystyka publiczna skrupulatnie odnotowuje płeć osób osądzonych i płeć nieletnich.
Skoro urzędowej odpowiedzi nie ma, policzyliśmy sami. Skrót tej analizy — z wykresami aktualizowanymi wraz z korpusem — znajdziesz w raporcie Płeć w polskich sądach w naszym serwisie danych.
Jak liczyliśmy
Mamy korpus 1 088 212 orzeczeń z imionami składu orzekającego — z SAOS (sądy powszechne), CBOSA (NSA i WSA), baz Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. To 2 350 038 wzmianek o sędziach.
Polskie imiona są niemal doskonale nacechowane płciowo: imiona żeńskie kończą się na „-a". Wyjątki w obie strony (Barnaba, Kosma, Ingrid, Miriam) są policzalne i wpisaliśmy je ręcznie. Nierozpoznanych zostało 175 wzmianek na 2 350 038 — 0,007%.
Metodę sprawdziliśmy dwoma niezależnymi testami.
Test pierwszy — sygnał wewnątrz orzeczeń. W treści uzasadnień występuje odmieniona gramatycznie forma „Przewodnicząca" albo „Przewodniczący". Porównaliśmy ją z płcią wywnioskowaną z imienia, wymagając, by forma stała bezpośrednio przed imieniem sędziego:
| tekst: „Przewodnicząca" | tekst: „Przewodniczący" | |
|---|---|---|
| imię żeńskie | 643 | 11 126 |
| imię męskie | 14 | 9 553 |
Gdy sąd używa jawnie formy żeńskiej, imię jest żeńskie w 97,9% przypadków. Co ważniejsze, rozbieżność idzie tylko w jedną stronę — „imię męskie plus forma żeńska" to 14 przypadków na 9 567. Gdyby metoda błądziła, błędy byłyby dwukierunkowe.
Przy okazji wyszła ciekawostka językowa: gdy składowi przewodniczy kobieta, sąd w 94,5% przypadków i tak pisze o niej „Przewodniczący".
Test drugi — porównanie z danymi urzędowymi. Zestawiliśmy nasz wynik za 2013 rok z danymi Krajowej Rady Sądownictwa za ten sam rok:
| Instancja | KRS 2013 | nasz pomiar za 2013 |
|---|---|---|
| Sądy rejonowe | 65% | 65,8% |
| Sądy okręgowe | 61% | 58,5% |
| Sądy apelacyjne | 58% | 57,3% |
Wszystkie trzy poziomy mieszczą się w granicach ok. 3 punktów, bez systematycznego obciążenia w którąkolwiek stronę.
Teza pierwsza: zgodna z danymi
W wydziałach rodzinnych kobiety stanowią 75,3% sędziów (700 unikalnych osób). Osobno: w sądach rejonowych 74,7%, w okręgowych 77,1%. Twierdzenie o 70–80% jest zgodne z tym, co pokazują dane.
Niezależnie policzyło to Stowarzyszenie na rzecz Chłopców i Mężczyzn, przeglądając jawne listy sędziów wydziałów rodzinnych sądów okręgowych (kwiecień–maj 2024): 159 kobiet i 28 mężczyzn, czyli 85%. To organizacja rzecznicza, a nie źródło urzędowe, i objęto 15 z 47 sądów okręgowych — tylko te z odrębnym wydziałem rodzinnym. Ale kierunek się zgadza.
Sama liczba niewiele jednak znaczy bez porównania.

Wydział pracy i ubezpieczeń społecznych jest sfeminizowany niemal identycznie — 74,2%. Różnica wobec wydziałów rodzinnych to 1,1 punktu procentowego. Nikt jednak nie stawia wydziałom pracy zarzutu systemowej stronniczości wobec pracodawców ani wobec pracowników.
Feminizacja nie jest cechą „sądów rodzinnych". Jest cechą całego niższego sądownictwa.
Odwrócona piramida
Jeżeli już mówić o strukturze płci w polskim sądownictwie, najciekawsze jest coś innego niż wydziały.

Im wyżej w hierarchii, tym mniej kobiet — bez jednego wyjątku. Od 66,6% w sądach rejonowych do 19,8% w Trybunale Konstytucyjnym.
Potwierdzają to dane zewnętrzne. Według EU Justice Scoreboard 2025 Polska jest piąta od końca w Unii Europejskiej pod względem udziału kobiet w sądzie najwyższym; średnia unijna to 45,5%, Polska jest poniżej jednej trzeciej. Nasz pomiar dla Sądu Najwyższego daje 28,5%.
To dokładne odwrócenie potocznej tezy o „feminizacji wymiaru sprawiedliwości". Kobiety dominują tam, gdzie orzeka się najwięcej spraw, a nie tam, gdzie kształtuje się linia orzecznicza.
Tezy druga i trzecia: nie da się ich sprawdzić
Psychologowie OZSS. Nie udało się dotrzeć do źródła — urzędowego ani branżowego — które podawałoby strukturę płci specjalistów opiniodawczych zespołów sądowych. Formularz MS-OZSS-25 ma siedem działów o zatrudnieniu, opiniach i terminowości i zero pól o płci. Jedyna liczba, jaką udało się znaleźć, to 8 kobiet i 2 mężczyzn w badaniu jakościowym Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości z 2018 r., przy czym autorka sama zaznacza, że próba jest niereprezentatywna. Twierdzenie o 80–90% nie ma oparcia w danych — ani potwierdzenia, ani zaprzeczenia.
Kuratorzy rodzinni. Najlepsza dostępna dana pochodzi ze stanu na 31 grudnia 2007 r.: prawie 80% kobiet wśród kuratorów zawodowych (n = 4642). Ma dziś dziewiętnaście lat i obejmuje łącznie pion rodzinny i pion dla dorosłych — osobnego wskaźnika dla kuratorów rodzinnych nie ma. Ankieta IWS z 2016 r. dała 76,6% kobiet, ale opierała się na samoselekcji respondentów. Rząd wielkości prawdopodobnie się zgadza; twardej, aktualnej liczby nie ma.
Co naprawdę wiadomo o rozstrzygnięciach
Tu dane są, i to dobre — Ministerstwo Sprawiedliwości publikuje pełny szereg od 2003 roku. Pobraliśmy plik źródłowy i sparsowaliśmy go samodzielnie.

Trzy rzeczy, które z tego wynikają, a które rzadko padają razem:
Po pierwsze, powierzanie władzy wyłącznie matce się załamało: z 63,1% w 2003 r. do 19,1% w 2024 r. W 1980 r. było to 77,4%. To odwrócenie o blisko 58 punktów procentowych w ciągu czterech dekad.
Po drugie, załamanie ma przyczynę prawną, nie kulturową. Widać je między 2015 a 2016 rokiem, bo ustawa z 25 czerwca 2015 r. (Dz.U. 2015 poz. 1062), obowiązująca od 29 sierpnia 2015 r., zniosła wymóg pisemnego porozumienia rodziców jako warunku pozostawienia władzy obojgu.
Po trzecie — i to jest ustalenie, które przeczy obu stronom sporu — powierzenie władzy wyłącznie ojcu nigdy nie przekroczyło 4,6%, a od 2013 r. spada. W 2024 r. wyniosło 2,35%, czyli 775 przypadków — najmniej w całym dwudziestojednoletnim szeregu. Wzrosła wyłącznie władza wspólna.
Nie było więc przesunięcia „od matek do ojców". Było zastąpienie wyłącznej władzy jednego rodzica władzą wspólną. Dokładnie ten sam wzorzec widać w danych amerykańskich: w stanie Wisconsin opieka wyłączna ojca zmieniła się z 11% (1988) na 9% (2008), podczas gdy opieka dzielona wzrosła kilkukrotnie.
Ważne zastrzeżenie: „obojgu rodzicom" nie oznacza pieczy naprzemiennej. To wspólna władza rodzicielska; miejsce zamieszkania dziecka najczęściej pozostaje przy matce. Statystyka MS i GUS w ogóle nie wyodrębnia pieczy naprzemiennej — słowo „naprzemienn" nie występuje w Roczniku Demograficznym ani razu. Jedyne oszacowanie skali pochodzi z badania EU-SILC 2021: 3,6% dzieci po rozstaniu rodziców w Polsce, przy średniej dla 17 krajów UE na poziomie 20% i 54% w Szwecji.
Detale, które giną w podsumowaniach
Kategoria „komu powierzono władzę" ma sześć wariantów, a debata publiczna zna trzy. Warto zobaczyć całość:
| 2003 | 2014 | 2024 | |
|---|---|---|---|
| ogółem rozwodów z dziećmi | 30 197 | 38 040 | 32 943 |
| matce | 19 053 | 23 075 | 6 301 |
| ojcu | 1 082 | 1 700 | 775 |
| razem matce i ojcu | 9 487 | 12 595 | 25 328 |
| oddzielnie matce i ojcu | 259 | 283 | 181 |
| rodzinie zastępczej | 207 | 236 | 237 |
| placówce wychowawczej | 74 | 79 | 68 |
| inne | 35 | 72 | 53 |
Zwraca uwagę jedna rzecz. W ciągu dwudziestu jeden lat, w których wszystko inne zmieniło się radykalnie — a powierzenia wyłącznie matce spadły z 19 tysięcy do 6 tysięcy — liczba dzieci trafiających do rodziny zastępczej pozostała praktycznie stała: 207, 236, 237. Podobnie placówki wychowawcze: 74, 79, 68.
To są sprawy, w których sąd uznaje, że żaden z rodziców nie nadaje się do sprawowania władzy. Ta kategoria okazała się całkowicie odporna na zmianę prawa z 2015 r. i na wszystkie przemiany obyczajowe. Jest po prostu stałym, twardym marginesem.
Alimenty
Drugi obszar, w którym dane są dobre, a rzadko cytowane. Średnia zasądzona kwota miesięcznie:
| Rok | Przy rozwodzie | Poza rozwodem |
|---|---|---|
| 2015 | 751 zł | 583 zł |
| 2018 | 919 zł | 633 zł |
| 2021 | 1 090 zł | 821 zł |
| 2023 | 1 365 zł | 977 zł |
| 2025 | 1 631 zł | 1 452 zł |
To kwoty nominalne — wzrost o 117% przy rozwodzie i 149% poza nim w ciągu dekady. Ile z tego zjadła inflacja, to osobne pytanie, na które te dane nie odpowiadają.
Ciekawsza jest struktura. W 2015 r. najniższe alimenty zasądzano w sprawach o ustalenie ojcostwa (446 zł) — czyli tam, gdzie ojciec kwestionował samo pokrewieństwo. Najwyższe w sprawach z powództwa małżonków i ich dzieci łącznie (764 zł).
Rozrzut między sądami
Nasz pomiar pozwala też zejść na poziom pojedynczych sądów. Wśród 43 sądów z co najmniej 80 sędziami w korpusie rozrzut wynosi 41,5 punktu procentowego:
- najbardziej sfeminizowane: Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia (80,5%), Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe (79,4%), Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Południe (76,4%)
- najmniej: Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim (39,0%), Sąd Okręgowy w Kaliszu (47,0%), Sąd Okręgowy w Białymstoku (47,5%)
Czołówkę zajmują wyłącznie sądy rejonowe, a koniec listy wyłącznie okręgowe. To ta sama odwrócona piramida, tylko widziana z bliska.
Ta sama ustawa, różna praktyka
Jest w danych MS jedna liczba, która mówi o sądach więcej niż struktura płci.
W 2024 r. odsetek rozwodów, w których władzę powierzono obojgu rodzicom, wyniósł w województwie mazowieckim 86,0%, a w opolskim 55,7%. Małopolskie 84,6%, łódzkie 83,9% — świętokrzyskie 64,8%, wielkopolskie 67,1%.
Rozrzut trzydziestu punktów procentowych. Ta sama ustawa, ten sam kodeks, ten sam standard dobra dziecka.
To najmocniejszy dostępny pośredni dowód na to, że praktyka orzecznicza — a więc ludzie i lokalna kultura sądu — realnie wpływa na wynik. Nie mówi jednak nic o płci: powiedzieć, że różnicę między Mazowszem a Opolszczyzną tłumaczy struktura płci sędziów, można by dopiero po jej zmierzeniu w obu miejscach.
Dlaczego matki dostają opiekę częściej
Najpoważniejsze polskie badanie tej kwestii przeprowadził Instytut Wymiaru Sprawiedliwości. Marek Domański przeanalizował 160 akt prawomocnych wyroków rozwodowych z 12 sądów okręgowych. Badanie zamówiono wprost pod kątem tezy o dyskryminacji ojców — było celem 8 Krajowego Programu Działań na rzecz Równego Traktowania.
Kluczowa liczba: 60,2% mężów samo wnosiło o powierzenie władzy matce, a kolejne 16,5% nie zajęło w tej sprawie żadnego stanowiska. Łącznie ponad trzy czwarte ojców w badanej próbie nie ubiegało się o opiekę.
Inne ustalenia z tego samego badania:
- w żadnej sprawie sąd nie zmienił istniejącego miejsca stałego pobytu dziecka
- wiek dziecka miał ogromne znaczenie: dla dzieci do 5 lat rozstrzygnięć na rzecz ojca było 0%, powyżej 14 lat — 21%
- płeć dziecka nie miała znaczenia
- alimenty w pełnym zakresie płaciło 90,6% matek i 49,4% ojców
- w 28% spraw jedynym dowodem co do władzy rodzicielskiej było przesłuchanie stron
- wywiady środowiskowe przeprowadzano w większości spraw wyłącznie u rodzica, z którym dziecko mieszka
I ustalenie, którego nie należy pomijać przy cytowaniu tego badania: nieuzasadnioną okolicznościami preferencję matek autor stwierdził w ok. 10% spraw, opisując ją jako „swoiste domniemanie, że to matka powinna być podstawowym opiekunem". Postępowanie dowodowe o władzę rodzicielską określił w innym miejscu jako „fasadowe".
Sam autor podsumował wyniki tak, że „nie są jednoznaczne" i nie dają się ująć w jedną błyskotliwą tezę.
Warto to zestawić z ogólnym obrazem rozwodów: w 2024 r. 84,2% rozwodów zapadło bez orzeczenia o winie (w 2006 r. — 70,1%), a 66,1% pozwów złożyły żony. To sądownictwo, w którym większość spraw nie jest sporna.
Egzekucja kontaktów: instytucja, która prawie nie działa
Jest jeszcze jeden obszar, w którym statystyka MS rejestruje płeć — egzekucja kontaktów z dzieckiem (art. 598¹⁵–598²¹ k.p.c.). I to jedyne miejsce, gdzie asymetria płci jest widoczna wprost w danych urzędowych.
Wśród rodziców, którym sąd nakazał zapłatę za utrudnianie kontaktów, matki stanowią ok. 74–76%. W 2025 r. — 93 matki i 31 ojców.
Tyle że najważniejsza liczba jest inna. W 2025 r. wpłynęło 3 557 spraw o wykonywanie kontaktów, a nakazań zapłaty zapadło w całym kraju 121. Wpływ spraw spadł od 2019 r. o 20%, a liczba nakazań o 44%. Ponad jedna trzecia wniosków jest zwracana z powodu braków formalnych.
W badaniu IWS z 2024 r. połowa ankietowanych sędziów uznała, że te przepisy nie spełniają swojej funkcji, a 88% nigdy nie wszczyna takiego postępowania z urzędu.
Rodzic, który ma zasądzone kontakty i ich nie realizuje, w praktyce ryzykuje niewiele. To dotyczy obu płci — ale ponieważ dziecko mieszka najczęściej z matką, konsekwencje asymetrii spadają głównie na ojców.
Czy ojciec, który wnosi o opiekę, wygrywa? Dane są sprzeczne
Tu trzeba zachować ostrożność, bo dwa źródła Ministerstwa Sprawiedliwości prowadzą w przeciwne strony i nie należy ich uśredniać.
Z jednej strony, MS opublikowało 30 czerwca 2025 r. analizę spraw rozwodowych i separacyjnych z lat 2019–2024, według której wnioski ojców o powierzenie władzy rodzicielskiej uwzględniano w 88,3% (2019) do 95% (2024) przypadków — częściej niż wnioski matek (85,8%–92,8%).
Z drugiej strony, sprawozdanie MS-S16 — jedyne miejsce, w którym ministerstwo zbiera płeć wnioskodawcy — pokazuje w sprawach o powierzenie wykonywania władzy rodzicielskiej rodzicom żyjącym w rozłączeniu (art. 107 k.r.o.) obraz odwrotny:
| 2023 | 2025 | |
|---|---|---|
| wnioski ojców | 428 | 409 |
| uwzględnione | 169 (39,5%) | 154 (37,7%) |
| wnioski matek | 1 684 | 1 461 |
| uwzględnione | 885 (52,6%) | 793 (54,3%) |
To są różne populacje spraw — pierwsza dotyczy rozstrzygnięć zapadających przy rozwodzie, druga odrębnych postępowań między rodzicami żyjącymi osobno. Ale rozbieżność sama w sobie jest informacją: w zależności od tego, którą rubrykę się wybierze, można uzasadnić przeciwstawne tezy. Wspólne dla obu jest to, że ojcowie składają takich wniosków wielokrotnie mniej niż matki — w rubryce art. 107 k.r.o. około 3,5 raza mniej.
Czy płeć sędziego wpływa na wyrok?
To jest właściwe pytanie postawione przez viralowy wpis. Ma ono obszerną literaturę światową — i odpowiedź, która nie pasuje do żadnej ze stron sporu.
Efekt jest w przeważającej mierze zerowy. Najlepsze metodologicznie badanie w tej literaturze — Boyd, Epstein i Martin (American Journal of Political Science, 2010) — objęło 13 dziedzin prawa w amerykańskich sądach apelacyjnych. Nie znalazło żadnego efektu płci sędziego w 12 z 13 dziedzin. Jedyny wyjątek to sprawy o dyskryminację ze względu na płeć, gdzie efekt wyniósł ok. 10 punktów procentowych.
W sprawach opiekuńczych dowód jest najsłabszy. Jedyne duże badanie stawiające to pytanie wprost (Riera i in., ICAIL 2023) objęło 1 884 hiszpańskich orzeczeń II instancji i 314 sędziów. Surowy wynik wyglądał wyraziście: strona wygrywała w 20,58% spraw przy sędzi-kobiecie i 16,16% przy sędzim-mężczyźnie. Ale efekt rozpadł się po kontroli tego, o co strony wnosiły — kobiety żądały opieki wyłącznej w 86% przypadków, mężczyźni opieki wspólnej w 82%, a te żądania mają z natury różne szanse. Model uczenia maszynowego pozbawiony zmiennej „płeć sędziego" przewidywał wyniki równie dobrze jak model z nią. Sami autorzy nazwali to „słabymi, choć spójnymi wzorcami".
Za to asymetria wobec rodziców jest udokumentowana dobrze. W eksperymencie Millera (2019) na 619 czynnych sędziach amerykańskich sądów pierwszej instancji tylko 3% sędziów przyznało ojcu więcej czasu z dzieckiem niż matce przy identycznym stanie faktycznym. Ale — i to jest najważniejsze zdanie w całej tej literaturze — predyktorem nie była płeć sędziego, tylko jego przekonania o rolach płciowych. Sędzia-kobieta o tradycyjnych poglądach orzekała podobnie jak sędzia-mężczyzna o tradycyjnych poglądach.
Kilka badań daje wynik odwrotny do potocznej intuicji. W Peru, przy losowym przydziale spraw, sędzie-kobiety zasądzały alimenty o 0,18 odchylenia standardowego niższe niż sędziowie-mężczyźni. W Belgii oskarżeni trafiający do składu z przewodniczącym tej samej płci dostawali kary surowsze.
Jest jeszcze problem metodologiczny, który podważa wszystkie proste porównania. Knepper (Journal of Labor Economics, 2018) pokazał na ok. 2 300 sprawach z losowym przydziałem sędziego, że efekt płci sędziego ujawnia się przede wszystkim we wzroście liczby ugód, a nie w wyrokach — strony antycypują sędziego i renegocjują. Statystyki wyroków tego nie widzą. A skoro w sprawach opiekuńczych rozstrzygnięciem sądu kończy się tylko rzędu 6–20% spraw, ewentualny efekt sędziego dotyczy wąskiego i nielosowego marginesu.
Sprawdziliśmy to na polskich danych
Skoro sprawy opiekuńcze trafiają do publicznych baz śladowo, zostaje jedna kategoria, w której to pytanie da się w Polsce w ogóle zadać: alimenty. Sprawy RC są wyjątkiem od regulaminowego wyłączenia, orzeka w nich jeden sędzia, a zasądzona kwota jest liczbą — czyli czymś, co można porównać.
Wzięliśmy kwoty alimentów wyodrębnione z treści orzeczeń — tę samą ekstrakcję, która stoi za naszym raportem Alimenty na dzieci — i złączyliśmy ją ze składem orzekającym. Po ograniczeniu do składów jednoosobowych i kwot z przedziału 100–5000 zł zostało 5 350 pozycji alimentowych z 4 049 orzeczeń: 3 698 zasądzonych przez kobiety i 1 652 przez mężczyzn.

Mediana jest identyczna: 600 zł niezależnie od płci orzekającego. Rozkłady różnią się minimalnie na krańcach — u sędzi kwartyle wypadają na 450 i 850 zł, u sędziów na 430 i 800 zł.
Samo porównanie surowych kwot niewiele by jednak znaczyło, bo alimenty zależą przede wszystkim od zamożności regionu i od roku (inflacja). Dlatego porównaliśmy sędziów wewnątrz tego samego sądu i tego samego roku — czyli w warunkach, w których te dwa czynniki są stałe. Warstw, w których obie płcie orzekały co najmniej trzykrotnie, było 80.
Wynik: w 31 warstwach wyższe kwoty zasądzały kobiety, w 40 mężczyźni, w 9 wyszło po równo. Łączna różnica to +14 zł przy przedziale ufności od −27 do +54 zł — czyli przedziale obejmującym zero. Test znaków daje p = 0,34.
Innymi słowy: nie widać żadnego efektu.
Trzeba od razu powiedzieć, czego ten wynik nie oznacza. Przedział ufności wyklucza różnice większe niż mniej więcej 9% mediany, ale mniejszych nie wyklucza. Jednostką jest pozycja alimentowa, a nie sprawa, więc pozycje dotyczące rodzeństwa nie są od siebie niezależne. Nie kontrolowaliśmy dochodów stron, liczby dzieci ani kwoty żądanej w pozwie. Nie obserwujemy też spraw zakończonych ugodą, a to właśnie tam — jak pokazał Knepper — efekt sędziego potrafi się ukrywać. I dotyczy to alimentów, nie opieki; przenoszenie tego wniosku na sprawy o władzę rodzicielską byłoby nadużyciem.
Ale w jedynej kategorii spraw rodzinnych, w której polskie dane w ogóle pozwalają zadać to pytanie, odpowiedź brzmi: różnicy nie widać.
Dlaczego tej analizy nie da się powtórzyć w sprawach o opiekę
Nie znaleźliśmy publicznie dostępnego polskiego badania, które łączyłoby płeć sędziego z treścią rozstrzygnięcia. Konkretnie: w pięciu badaniach aktowych IWS, które przeczytaliśmy — Domański 2015 i 2016, Holewińska-Łapińska i in. 2016, Manikowski 2025, Wybrańczyk 2025 — płeć sędziego nie jest kodowaną zmienną, mimo że jedno z nich zamówiono wprost pod kątem dyskryminacji ze względu na płeć.
Powód jest strukturalny i daje się wskazać palcem. Zasady publikacji w Portalu Orzeczeń Sądów Powszechnych wyłączają sprawy rodzinne i opiekuńcze z publikacji. W katalogu wyłączeń wymienione są postępowania w sprawach ze stosunku między rodzicami a dziećmi, z zakresu opieki i kurateli, o przysposobienie i o odebranie osoby — z wyjątkiem spraw alimentacyjnych.
Widać to w naszym korpusie. Repertoria rodzinne prowadzą wyłącznie sądy powszechne, a ich orzeczeń zebraliśmy 480 236. Spraw o sygnaturze RC, czyli alimentacyjnych, jest wśród nich 6 686. Spraw Nsm — czyli dokładnie tych dotyczących władzy rodzicielskiej, kontaktów i opieki — 428, ponad piętnaście razy mniej. Pozostałych rodzinnych spraw nieprocesowych, repertorium RNs, jest 78. To nie jest obraz tego, ile takich spraw sądy rozstrzygają, tylko tego, które z nich trafiają do publikacji. Alimenty są w wyjątku od wyłączenia; opieka nie jest.
Sprawy, o które toczy się cały ten spór, trafiają do publicznych baz w ilościach śladowych i nie wiadomo, według jakiego klucza wybranych. Nie da się więc zbadać ich rozstrzygnięć metodą, którą tu zastosowaliśmy, ani żadną inną metodą zdalną. Zostaje badanie aktowe — a ono wymaga zgody i dostępu do akt.
Dla porządku: sama technika by zadziałała. Nasz korpus zawiera imiona sędziów, a polskie imiona są nacechowane płciowo — potrafimy zmierzyć efekt płci sędziego w sprawach cywilnych, gospodarczych, karnych czy alimentacyjnych. Nie potrafimy w opiekuńczych: 378 opublikowanych orzeczeń Nsm ma rozpoznany skład, ale to próba za mała, a do tego wybrana nie przez nas.
Co z tego wynika
Teza o strukturze płci w wydziałach rodzinnych jest zgodna z danymi: 75,3% według naszego pomiaru. Ale nie jest wyjątkowa — wydział pracy wygląda tak samo, a w całym sądownictwie kobiety dominują na dole hierarchii i znikają na górze.
Teza o wpływie tej struktury na rozstrzygnięcia jest niesprawdzona, a w polskich warunkach niesprawdzalna. Światowa literatura, która to pytanie bada od kilkunastu lat, w sprawach opiekuńczych nie znajduje efektu płci sędziego albo znajduje efekt, który znika po kontroli tego, o co strony wnosiły. Znajduje za to coś innego: sędziowie obojga płci przyznają więcej matce, a przewiduje to ich światopogląd, nie ich płeć.
Najlepsze polskie dane wskazują, że różnicę w rozstrzygnięciach w dużej mierze wyjaśnia to, o co strony w ogóle wnoszą: ponad trzy czwarte ojców w badanej próbie samo nie ubiegało się o opiekę. Przy czym to samo badanie znalazło w ok. 10% spraw preferencję matek, której nie da się uzasadnić okolicznościami — i to jest realny problem, którego nie należy chować.
Najciekawsze jest jednak to, czego w tej historii brakuje. Państwo prowadzi sądownictwo rodzinne, nie wiedząc, kto je obsadza. Nie zbiera płci sędziów, kuratorów ani biegłych. Nie rejestruje, czy rozstrzygnięcie było sporne, czy rodzice się umówili. Nie wyodrębnia pieczy naprzemiennej. Nie publikuje orzeczeń w sprawach opiekuńczych. A jednocześnie skrupulatnie odnotowuje płeć osób, które sądzi.
Dopóki to się nie zmieni, każda ze stron tego sporu może mówić, co chce — i żadna nie będzie mogła tego wykazać.
Liczby z tej analizy będziemy aktualizować w raporcie Płeć w polskich sądach; inne stałe zestawienia — od alimentów na dzieci po przewlekłość postępowań — zbiera serwis Polskie sądy w liczbach.
Metodologia i dane. Analiza objęła 1 088 212 orzeczeń z imionami składu orzekającego (SAOS, CBOSA, SN, TK), 2 350 038 wzmianek o sędziach. Płeć wnioskowana z imienia, walidowana gramatyczną formą roli w treści orzeczenia (trafność 97,9%) oraz porównaniem z danymi KRS za 2013 r. Dane o władzy rodzicielskiej: Ministerstwo Sprawiedliwości / GUS, „Rozwody – opieka nad dziećmi w latach 2003–2024" oraz sprawozdania MS-S16, pliki pobrane i sparsowane ze strony ISWS. Badania aktowe: Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, „Prawo w Działaniu" t. 21/2015 i 25/2016 oraz raporty z 2025 r. Literatura zagraniczna: Boyd/Epstein/Martin (AJPS 2010), Riera i in. (ICAIL 2023), Miller (SPPS 2019), Knepper (JOLE 2018), Cancian i in. (Demography 2014).
Zastrzeżenie. Bazy orzeczeń nie są kompletne. Publikowane jest wyłącznie orzecznictwo dopuszczone do publikacji, a w sprawach opiekuńczych — jak pokazujemy wyżej — regulaminowo wyłączone. Nasze liczby opisują skład orzekający w orzeczeniach opublikowanych, co nie musi odpowiadać obsadzie kadrowej wydziałów.