II K 51/09
Podsumowanie
Przejdź do pełnego tekstuSąd Okręgowy skazał oskarżonego na 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo księdza i kradzież z włamaniem, odrzucając jego linię obrony opartą na rzekomym molestowaniu seksualnym.
Oskarżony D. M. został skazany za zabójstwo księdza W. T. oraz kradzież z włamaniem do sejfu parafii. Sąd ustalił, że oskarżony zadał księdzu liczne rany nożem, co doprowadziło do jego śmierci, a następnie zabrał pieniądze. Oskarżony próbował bronić się twierdzeniem o wcześniejszym molestowaniu seksualnym przez księdza, jednak sąd uznał te wyjaśnienia za niewiarygodne i stanowiące linię obrony mającą na celu umniejszenie odpowiedzialności. W konsekwencji oskarżony został skazany na karę łączną 15 lat pozbawienia wolności.
Sąd Okręgowy w Częstochowie wydał wyrok w sprawie D. M., oskarżonego o zabójstwo księdza W. T. oraz kradzież z włamaniem. Oskarżony został uznany za winnego popełnienia obu czynów. W pierwszej części wyroku ustalono, że oskarżony, działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia, zadał księdzu 35 ran kłutych i ciętych, co skutkowało masywnymi krwotokami i zgonem. Następnie zabrał pieniądze w kwocie co najmniej 600 złotych. W drugiej części wyroku oskarżony został uznany za winnego kradzieży z włamaniem do sejfu parafii, gdzie zabrał co najmniej 20 000 złotych. Sąd połączył wymierzone kary i orzekł karę łączną 15 lat pozbawienia wolności, zaliczając na jej poczet okres tymczasowego aresztowania. Wyznaczono również ograniczenie w możliwości skorzystania z warunkowego zwolnienia. Oskarżony został zwolniony od zapłaty kosztów sądowych. Kluczowym elementem postępowania były wyjaśnienia oskarżonego, który twierdził, że motywem jego działania było wcześniejsze molestowanie seksualne przez księdza. Sąd szczegółowo analizował te twierdzenia, przesłuchując licznych świadków i analizując opinie biegłych. Ostatecznie sąd uznał wyjaśnienia oskarżonego dotyczące molestowania za niewiarygodne, stanowiące linię obrony mającą na celu umniejszenie odpowiedzialności. Sąd oparł swoje ustalenia na zebranym materiale dowodowym, w tym zeznaniach świadków i opiniach biegłych, uznając wersję oskarżonego za nielogiczną i sprzeczną z dowodami.
Asystent AI do analizy prawnej
Przeanalizuj tę sprawę w kontekście orzecznictwa, przepisów i doktryny. Uzyskaj pogłębioną analizę, projekt pisma lub odpowiedź na pytanie prawne.
Zagadnienia prawne (3)
Odpowiedź sądu
Nie, twierdzenia oskarżonego o molestowaniu seksualnym przez księdza W. T. zostały uznane za niewiarygodne i stanowiące linię obrony mającą na celu umniejszenie odpowiedzialności.
Uzasadnienie
Sąd oparł się na zeznaniach licznych świadków (ministrantów, mieszkańców parafii), którzy nie potwierdzili skłonności pedofilskich ani homoseksualnych księdza. Wyjaśnienia oskarżonego w tym zakresie były nielogiczne, sprzeczne z zasadami doświadczenia życiowego i wcześniejszymi zeznaniami, a także nie znalazły potwierdzenia w opiniach biegłych. Brak było również dowodów na obecność innych dzieci w kościele, co podważało wersję oskarżonego.
Rozstrzygnięcie
Decyzja
skazujący
Strona wygrywająca
Prokuratura/Skarb Państwa
Strony
| Nazwa | Typ | Rola |
|---|---|---|
| D. M. (1) | osoba_fizyczna | oskarżony |
| W. T. (1) | osoba_fizyczna | pokrzywdzony |
| M. W. (1) | osoba_fizyczna | świadek/współsprawca |
| Parafia (...) pod wezwaniem (...) | instytucja | pokrzywdzony |
Przepisy (9)
Główne
k.k. art. 148 § 2
Kodeks karny
k.k. art. 280 § 2
Kodeks karny
k.k. art. 279 § 1
Kodeks karny
Pomocnicze
k.k. art. 11 § 2
Kodeks karny
k.k. art. 85
Kodeks karny
k.k. art. 86 § 1
Kodeks karny
k.k. art. 63 § 1
Kodeks karny
k.k. art. 77 § 2
Kodeks karny
k.p.k. art. 624 § 1
Kodeks postępowania karnego
Argumenty
Skuteczne argumenty
Odrzucenie linii obrony oskarżonego opartej na rzekomym molestowaniu seksualnym jako niewiarygodnej. Uznanie zeznań świadków za wiarygodne i spójne z materiałem dowodowym. Ustalenie, że oskarżony działał z zamiarem pozbawienia życia i dokonał kradzieży.
Odrzucone argumenty
Twierdzenia oskarżonego o molestowaniu seksualnym przez księdza jako motywie popełnienia czynów. Próba umniejszenia odpowiedzialności poprzez przedstawienie siebie jako ofiary. Kwestionowanie zamiaru zabójstwa i kradzieży.
Godne uwagi sformułowania
linia obrony zmierzającą do umniejszenia odpowiedzialności twierdzenia oskarżonego w tej części są zupełnie gołosłowne nie sposób pogodzić je z zasadami doświadczenia życiowego nie budzą wątpliwości, są szczere i przekonujące
Skład orzekający
Marek Tusiński
przewodniczący
Jacek Włodarczyk
sprawozdawca
Zenon Chrząstek
ławnik
Barbara Stodółka
ławnik
January Cieślak
ławnik
Informacje dodatkowe
Wartość precedensowa
Siła: Średnia
Powoływalne dla: "Wiarygodność zeznań oskarżonego w kontekście linii obrony opartej na rzekomym molestowaniu seksualnym; ocena dowodów w sprawach o zabójstwo i kradzież."
Ograniczenia: Konkretny stan faktyczny sprawy, specyfika relacji między oskarżonym a pokrzywdzonym.
Wartość merytoryczna
Ocena: 8/10
Sprawa dotyczy brutalnego zabójstwa księdza i kradzieży, a także kontrowersyjnej linii obrony opartej na rzekomym molestowaniu seksualnym, co budzi silne emocje i zainteresowanie.
“Zabójstwo księdza i szokująca linia obrony: czy ofiara stała się oprawcą?”
Dane finansowe
WPS: 20 000 PLN
Twój asystent do analizy prawnej
Zadaj pytanie prawne, zleć analizę orzecznictwa i przepisów, lub poproś o projekt pisma — AI przeszuka ponad 1,4 mln orzeczeń i aktualne akty prawne.
Powiązane tematy
Pełny tekst orzeczenia
Oryginał, niezmienionySygn. akt II K 51/09 WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Dnia 8 listopada 2010 r. Sąd Okręgowy w Częstochowie II Wydział Karny w składzie : Przewodniczący SSO Marek Tusiński Sędziowie SSO Jacek Włodarczyk – ref. Ławnicy Zenon Chrząstek, Barbara Stodółka, January Cieślak Protokolant Małgorzata Duchowska w obecności Prokuratora Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasza Ozimka po rozpoznaniu w dniach: 31.03.2010r, 12.05. 2010r, 14.05.2010r, 20.05.2010r, 18.06.2010r, 23.06.2010r, 2.07. 2010r, 23.07.2010r, 13.10.2010r, 2.11.2010r w C. na rozprawie sprawy D. M. (1) , urodzonego (...) w B. , syna S. i J. z domu G. oskarżonego o to, że: I. w dniu 20 sierpnia 2008 r w B. , pow. (...) , działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia W. T. (1) , przy użyciu noża zadał mu 35 ran kłutych , ciętych i kłuto- ciętych w okolicy bocznej lewej klatki piersiowej, po obu stronach przedniej ściany klatki piersiowej, na kończynie górnej lewej i prawej, po lewej stronie szyi , na udzie lewym i grzbiecie tułowia, przebijając na wylot płat wątroby , oba płaty dolne płuc, naruszając ciągłość worka osierdziowego i ściany lewej komory serca oraz uszkadzając struktury kostne żeber prawej strony klatki piersiowej i kręgu 7 piersiowego, co spowodowało masywne krwotoki wewnętrzne do jam opłucnowych, jamy otrzewnej, dolnych dróg oddechowych i worka osierdziowego, skutkujące zgonem pokrzywdzonego, a następnie zabrał w celu przywłaszczenia na jego szkodę pieniądze w kwocie co najmniej 600 złotych. tj. o przestępstwo z art. 148 § 2 pkt.2 kk i art. 280 § 2 kk w zw. z art. 11 § 2 kk II. w listopadzie 2007 roku w B. , pow. (...) , działając wspólnie i w porozumieniu z M. W. (1) , za pomocą uprzednio skradzionych W. T. (1) kluczy, przełamał zabezpieczenia w sejfie i zabrał z niego w celu przywłaszczenia pieniądze w kwocie co najmniej 20.000 zł na szkodę Parafii (...) pod wezwaniem (...) tj. o przestępstwo z art. 279 § 1 kk orzeka: 1. oskarżonego D. M. (1) uznaje za winnego popełnienia czynu opisanego w punkcie I części wstępnej wyroku, ustalając, że czyn ten wyczerpuje znamiona ustawowe przestępstwa z art. 148 § 1 kk i art. 280 § 2 kk w zw. z art. 11 § 2 kk i za to na mocy art. 148 § 1 kk w zw. z art. 11 § 3 kk skazuje go na karę 15 ( piętnastu ) lat pozbawienia wolności; 2. oskarżonego D. M. (1) uznaje za winnego popełnienia czynu opisanego w punkcie II części wstępnej wyroku, czym wyczerpał ustawowe znamiona przestępstwa z art. 279 § 1 kk i za to na mocy art. 279 § 1 kk skazuje go na karę 1 ( jednego ) roku i 6 ( sześciu ) miesięcy pozbawienia wolności; 3. na podstawie art. 85 kk i art. 86 § 1 kk łączy wymierzone oskarżonemu D. M. (1) w punkcie 1 i 2 wyroku kary pozbawienia wolności i orzeka karę łączną 15 ( piętnastu ) lat pozbawienia wolności; 4. na podstawie art. 63 § 1 kk zalicza oskarżonemu na poczet orzeczonej w punkcie 3 wyroku kary łącznej pozbawienia wolności okres rzeczywistego pozbawienia wolności od dnia 23 sierpnia 2008r do dnia 8 listopada 2010r; 5. na podstawie art. 77 § 2 kk wyznacza ograniczenie do skorzystania przez oskarżonego D. M. (1) z warunkowego zwolnienia w ten sposób, iż będzie ono możliwe nie wcześniej niż po odbyciu 10 ( dziesięciu ) lat kary pozbawienia wolności orzeczonej w punkcie 3 wyroku; 6. na podstawie art. 624 § 1 kpk zwalania oskarżonego D. M. (1) od zapłaty na rzecz Skarbu Państwa kosztów sądowych. Sygn. akt II K 51/09 UZASADNIENIE Na podstawie zebranego w sprawie materiału dowodowego Sąd ustalił, iż w 2001 r. utworzono w B. nową parafię kościoła (...) pod wezwaniem (...) , której proboszczem i zarazem jedynym kapłanem został ksiądz W. T. (1) . Kościół parafialny został zlokalizowany w dzielnicy B. – B. przy ul. (...) , w miejscu, w którym wcześniej znajdowała się kaplica pogrzebowa. W tym samym roku posługę ministrancką w wyżej wymienionej parafii i kościele rozpoczął D. M. (1) , którą pełnił, z różną częstotliwością, do dnia poprzedzającego śmierć księdza W. T. (1) tj. do 18 sierpnia 2008 r. Początkowo D. M. (1) pełnił posługę jako ministrant w czasie mszy jedynie w niedzielę, później chodził do kościoła pełnić posługę częściej tj. również w tygodniu na mszę, która rozpoczynała się o godzinie 17:00 i kończyła około godziny 17:30. Od jesieni 2006 r., kiedy rozpoczął edukację w szkole średniej – (...) w C. , D. M. (1) zaprzestał chodzić do kościoła w tygodniu z powodu zajęć szkolnych, nadal pełnił natomiast posługę ministrancką podczas niedzielnych mszy. Od 22 maja 2008 r. oskarżony przestał całkowicie bywać w kościele tj. zarówno w tygodniu jak i w niedzielę, co wynikało z faktu, iż poznał dziewczynę, z którą spotykał się także w niedzielę. Ponownie D. M. (1) do kościoła udał się w poniedziałek 12 sierpnia 2008 r. na popołudniową mszę, podczas której pełnił posługę ministrancką i następnie chodził do kościoła pełnić posługę ministrancką przez następne dwa dni tj. wtorek 13 sierpnia oraz środę 14 sierpnia 2008 r. i następnie pojawił się w kościele na mszy w poniedziałek 18 sierpnia 2008 r., kiedy to po raz ostatni posługiwał do mszy. (dowód: wyjaśnienia D. M. (1) k.224-226, 1123-1124, 1574, zeznania J. M. (1) k. 89, zeznania B. M. (1) k. 8v, zeznania A. T. k.130, zeznania A. W. (1) k. 146). D. M. (1) był pierwszym ministrantem w tej parafii, potem sukcesywnie pojawiali się kolejni, w sumie w okresie pełnienia przez niego posługi ministranckiej funkcję tą pełniło około piętnastu osób, z tym, że część z nich rezygnowała i odchodziła, a w ich miejsce pojawiały się nowe osoby. D. M. (1) został ministrantem z własnej woli, nie kierowała nim motywacja religijna, jednym z powodów była natomiast możliwość zarobku jako ministrant. (dowód: wyjaśnienia D. M. (1) k.224, 1123-1124, zeznania świadka J. M. (1) k.1441) D. M. (1) , z racji najdłuższego sprawowania posługi, cieszył się największym zaufaniem księdza W. T. (1) , na polecenie księdza, a czasami z własnej inicjatywy wydawał przed mszą polecenia innym ministrantom, które dotyczyły zakresu ich obowiązków podczas nabożeństwa, próbował także wpływać i niejednokrotnie ustalał, który z ministrantów będzie chodził po kolędzie z księdzem i po jakich ulicach. Na tym tle dochodziło do kłótni ministrantów z D. M. (1) , które dotyczyły częstotliwości wyjść poszczególnych ministrantów z księdzem na kolędę, przydziału do poszczególnych ulic, które dzielili oni na „lepsze” tj. takie gdzie można było otrzymać więcej pieniędzy od ludzi i „gorsze”, gdzie zbierali mniej pieniędzy. D. M. (1) chodził z księdzem po „lepszych” ulicach, co oznaczało, że zbierał więcej pieniędzy od pozostałych ministrantów i mieli oni o to do niego pretensje. Kilkakrotnie miały miejsce sytuacje, że D. M. (1) osobiście odwiedzał ministrantów w ich domach, bądź kontaktował się z nimi telefonicznie informując, że nastąpiła zmiana i nie pójdą na kolędę w ustalonym terminie, bądź będą chodzić, ale w innym czasie i po innych, tych „gorszych” ulicach. Z tego powodu niektórzy ministranci rezygnowali z posługi, gdyż nie mieli możliwości zarobienia pieniędzy i nie akceptowali zachowania oskarżonego, który wg ich oceny chciał dominować i rządzić nimi. W związku z powyższym D. M. (1) nie był lubiany przez wielu ministrantów, unikali oni z nim kontaktu np. poprzez opuszczanie mszy, w których uczestniczył i wykonywanie posługi wówczas, gdy nie był on obecny w kościele. Część z ministrantów natomiast rezygnowała z posługi ministranckiej z innych powodów m.in. braku czasu lub chęci, czy zmiany miejsca zamieszkania. (dowód: zeznania Ł. J. k.365v, 1187-1188, 1668, zeznania G. B. k. 369v, 1219, zeznania P. P. k. 367v, 1188, zeznania M. G. (1) k.1183, zeznania A. W. (2) 574, 1217, zeznania P. W. k. 551, 1217-1218, zeznania M. P. k. 766v, 1314, zeznania M. S. (1) k. 767v, 1314-1315, zeznania D. P. (1) k.760v, 1317-1318, zeznania D. Z. (1) k. 93v, częściowo wyjaśnienia D. M. (1) k. 1123-1124, częściowo zeznania świadka J. M. (1) k.1442, 1727). D. M. (1) zaprzyjaźnił się z księdzem W. T. (1) , również jego rodzice oraz rodzice matki oskarżonego poznali się z księdzem W. T. (1) i utrzymywali z nim przyjacielskie stosunki, kilkakrotnie w ciągu roku ksiądz odwiedzał ich w domu przyjeżdżając na obiad bądź kolację, stołował się także w ich domu podczas kolędy odbywanej na ich ulicy. Gdy ojciec oskarżonego wyjechał poza granice kraju ksiądz nadal odwiedzał rodzinę M. , ale był wówczas zapraszany na kolacje przez dziadków oskarżonego ze strony jego ojca, zamieszkujących w tym samym domu co oskarżony. (dowód: wyjaśnienia D. M. (1) k. 1124, zeznania świadka D. Z. (1) k.1162, zeznania świadka J. M. (1) k. 89, 1441. 1443). Relacje ministrantów z księdzem W. T. (1) układały się poprawnie, nie było nieporozumień, był on przez większość z nich postrzegany jako osoba skryta, zamknięta w sobie, trzymająca dystans. Do ministrantów, którzy dłużej służyli w parafii zwracał się po imieniu, natomiast do innych służących krócej zwracał się bezosobowo lub słowami „ kolego” bądź „panowie”, jednocześnie był lubiany przez ministrantów, gdyż - jak go opisywali, był osobą dobrą, niekonfliktową i z poczuciem humoru (zdarzało się że zażartował, opowiadał dowcipy). Żaden z ministrantów, zarówno z kościoła w B. , jak również w C. i w C. , gdzie pracował ksiądz W. T. (1) , nie zauważyli, aby ksiądz zachowywał się nieobyczajnie wobec ministrantów, w tym, by przejawiał skłonności homoseksualne lub pedofilskie, nadto nie spostrzegli oni, ani nie odczuli w bezpośrednich kontaktach by jego zachowanie wskazywało, że w ogóle przejawia takie skłonności. Zachowań takich ministranci nie dostrzegli u księdza W. T. (1) , także w trakcie nauczania przez niego dzieci religii w szkole podstawowej. Oskarżony nie mówił żadnemu z ministrantów o niewłaściwym zachowaniu księdza. Nikt z ministrantów nie zaobserwował by w kościele pojawiały się jakieś obce dzieci, nie słyszeli też by ktoś mówił o chłopcu o imieniu K. , bądź o dziecku z blizną na twarzy. (dowód: zeznania Ł. J. k. 366, 1187, zeznania P. P. k. 367v-368, 1188, zeznania M. G. (1) k. 363v, 1183, 1710, zeznania B. D. (1) k. 575-576, 1214, zeznania P. Z. k.577-578, 1214-1215, zeznania Ł. S. k. 569-570, 1215-1216, zeznania A. W. (2) 574, 1217, zeznania P. W. k. 551, 1217-1218, zeznania A. K. (1) k. 557, 1218-1219, zeznania G. B. k.369v-370, 1220, zeznania M. P. k. 766v, 1314, zeznania M. S. (1) k. 767v, 1314-1315, zeznania D. P. (1) k.760v, 1317-1318, zeznania M. D. (1) k. 633v, 1255, zeznania J. S. (1) k. 352-352v, 1186, 1724, zeznania M. S. (2) k. 635v-636, 1255-1256, zeznania D. S. k. 640v, 1256, zeznania L. L. k. 642v, 1257, zeznania R. K. k.638v, 1259, zeznania M. S. (3) k. 741v, 1366-1367, zeznania M. G. (2) k. 726, 1367, zeznania A. N. (1) k. 1368, 724, zeznania P. K. (1) k. 722v, 1368-1369, zeznania D. P. (2) k. 715v, 1369, zeznania Ł. P. k. 716v, 1369-1370, zeznania J. P. k. 717v, 1370, zeznania K. P. (1) k. 719, 1370-1371, zeznania M. S. (3) k. 741v, 1366 zeznania K. T. (1) k. 762v, 1315-1316, zeznania K. O. k.755, 1316, zeznania K. K. (1) k.758v, 1317, zeznania P. T. k. 747v, 1366, zeznania M. G. (3) k. 773v, zeznania Ł. G. k. 772v, zeznania M. G. (3) k. 773v). Mieszkańcy parafii, której proboszczem był W. T. (1) oraz inne osoby, które go znały bądź miały z nim jakąkolwiek styczność, także nie zaobserwowali w zachowaniu księdza niczego niepokojącego, w szczególności by zachowywał się nieobyczajnie wobec dzieci, bądź swoim zachowaniem zdradzał skłonności pedofilskie lub homoseksualne. Podobnie jak ministranci odbierali go jako człowieka skromnego, uczciwego, pomocnego i niekonfliktowego, nadto jako dobrego gospodarza parafii i człowieka nazbyt ufającego innym ludziom. W (...) w C. nie odnotowano by wpłynęły jakiekolwiek zgłoszenia bądź skargi w czasie posługi kapłańskiej księdza W. T. (1) dotyczące jego osoby lub jego nagannych zachowań, w tym dotyczące sfery obyczajowej, w szczególności molestowania seksualnego. (dowód: zeznania M. D. (2) k. 24v, zeznania M. N. (1) k. 28, zeznania M. K. k. 87, zeznania J. M. (1) k. 89, zeznania S. K. k. 140, zeznania J. K. k. 188, zeznania L. N. k.194, zeznania J. C. (2) k. 197, pismo z (...) w C. k.1694). W latach 2001-2002 ministrantem w kościele w B. przy ul. (...) był także M. L. (1) . W 2002 r., zimą, po tym jak miała już miejsce kolęda, M. L. (1) stojąc na przystanku autobusowym w B. przy ul.(...) około godziny 13:30 spostrzegł wychodzącego z kolektury (...) księdza W. T. (1) , następnie podszedł do księdza i zapytał czy może podwieźć go do domu. Ksiądz zgodził się i M. L. (1) wsiadł do jego samochodu, zajmując miejsce dla pasażera z przodu obok kierowcy. W czasie drogi ksiądz rozmawiał z M. L. (1) . Następnie, gdy już dojeżdżali do miejsca gdzie miał wysiadać M. L. (1) ksiądz W. T. (1) w dalszym ciągu prowadząc rozmowę powoli zatrzymywał samochód i podczas zmiany biegów tj. redukcji na niższe biegi, nie położył swojej prawej ręki z powrotem na kierownicy, lecz położył dłoń na lewe kolano M. L. (1) – ksiądz położył rękę na kolanie, a nie złapał za kolano. Wówczas M. L. (1) odruchowo odepchnął rękę księdza i niechcący uderzył go w twarz, po czym przeprosił i wysiadł z samochodu. Ksiądz nic się nie odzywał. O zajściu M. L. (1) poinformował swoją matkę. (dowód: zeznania M. L. (1) k. 764, 1318-1319, 1649, zeznania U. L. (1) k. 850v, 1321). Jedynym ministrantem, który pozostawał w dobrych relacjach z D. M. (1) był M. W. (1) , z którym oskarżony znał się od zerówki, następnie razem chodzili do jednej klasy w szkole podstawowej, aż do trzeciej klasy gimnazjum. D. M. (1) z M. W. (1) łączyły przyjacielskie stosunki, był on najlepszym kolegą oskarżonego. M. W. (1) zaczął pełnić posługę jako ministrant około rok później od D. M. (1) i wykonywał ją do roku 2006. M. W. (1) często służył z oskarżonym do mszy, zarówno w niedzielę jak i w dni powszednie i w czasie wspólnie pełnionej posługi nie miała miejsca ani razu taka sytuacja, by oskarżony zostawał dłużej po mszy, obaj razem wychodzili z kościoła. M. W. (1) nie zauważył, by ksiądz W. T. (1) zachowywał się wobec D. M. (1) w jakiś szczególny sposób, także oskarżony nie wyrażał się w jego obecności negatywnie o księdzu, w szczególności nie opowiadał mu o nagannych zachowaniach księdza, w tym o erotycznych fantazjach księdza bądź sytuacjach, w których by brał udział w realizowaniu takich fantazji, lub o chłopcu o imieniu K. , bądź chłopcu z blizną na policzku koło ucha. M. W. (1) sam także nie widział, by do księdza W. T. (1) przyjeżdżały jakieś dzieci z poza miejscowości, bądź by ksiądz zachowywał się nieobyczajnie wobec niego lub innych ministrantów, (dowód: wyjaśnienia i zeznania M. W. (1) k.406, 1371,1625, wyjaśnienia D. M. (1) k. 1125, 1373) Latem 2007 r. oskarżony D. M. (1) wpadł na pomysł by okraść księdza W. T. (1) poprzez włamanie się do sejfu w zakrystii i zabranie znajdujących się tam pieniędzy, o czym poinformował M. W. (1) , na co ten wyraził zgodę by wziąć udział w tym włamaniu. D. M. (1) nie mówił koledze, że ma jakiś osobisty powód by okraść księdza, w szczególności by była to jakaś forma kary, bądź zemsty. Oskarżony zaplanował, że kradzieży dokonają późną jesienią m.in. z tego powodu, że wówczas wcześniej robi się ciemno. W umówiony dzień D. M. (1) , mając ze sobą plecak, czarną kominiarkę i czarne rękawiczki przyjechał rowerem pod dom M. W. (1) , zostawił rower na jego posesji i obaj udali się pod kościół, zatrzymując się przy bocznych drzwiach prowadzących do zakrystii. Przed mszą otworzyli boczne drzwi do kościoła i kiedy rozpoczęła się msza D. M. (1) założył kominiarkę na głowę oraz rękawiczki na ręce i wszedł do środka, natomiast M. W. (1) , zgodnie z przyjętym podziałem ról, pozostał na czatach. M. W. (1) zajął pozycję wewnątrz kościoła i stojąc przy drzwiach wejściowych wyglądał przez nie i sprawdzał czy nikt nie nadchodzi. Nie miał on żadnego specjalnego ubrania. W tym czasie D. M. (1) będąc w zakrystii wyjął z wewnętrznej kieszeni wiszącej na wieszaku kurtki W. T. (1) klucze do sejfu znajdującego się w zakrystii, następnie przy ich użyciu przełamał zabezpieczenie w sejfie i zabrał z niego pieniądze w kwocie co najmniej 20 000 złotych, które spakował do plecaka, który miał ze sobą. Pieniądze te pochodziły z ofiar wiernych i stanowiły własność Parafii (...) pod wezwaniem (...) . Następnie po upływie około 5 minut D. M. (1) wyszedł na zewnątrz z pełnym plecakiem i razem z M. W. (1) udali się w kierunku domu kolegi. (dowód: wyjaśnienia i zeznania M. W. (1) k.614, 1371-1372, zeznania A. N. (2) k. 644v, 1258 częściowo wyjaśnienia D. M. (1) k. 225-226, 243, 276, 1125) Będąc na podwórku kolegi D. M. (1) zapytał M. W. (1) ile ma mu przekazać pieniędzy z włamania. Z uwagi na to, iż M. W. (1) nie chciał trzymać w domu żadnej większej gotówki, gdyż fakt ten mógł wzbudzić podejrzenia jego rodziców, nie chciał w tym dniu żadnych pieniędzy, w związku z czym, całą kwotę zabranych z sejfu pieniędzy wziął ze sobą D. M. (1) – wręczył jedynie koledze 50zł. Następnego dnia po włamaniu M. W. (1) udał się w towarzystwie dwóch koleżanek — S. G. (1) i A. N. (2) do C. , gdzie na dworcu (...) spotkali się z D. M. (1) . Cała czwórka poszła następnie do baru (...) znajdującego się na terenie (...) . W (...) D. M. (1) dał M. W. (1) 300 zł i poszedł do szkoły. W czasie gdy D. M. (1) był w szkole M. W. (1) wraz z koleżankami przebywał w w/w barze. D. M. (1) wrócił do baru około godziny 16.00. Późnym popołudniem wszyscy razem wrócili do B. . Następnego dnia cała czwórka spotkała się ponownie, tym razem już w autobusie jadącym do C. . D. M. (1) i M. W. (1) wraz z koleżankami znowu udali się do baru w (...) , a potem taksówką pojechali do supermarketu (...) , gdzie najpierw w sklepie z markową odzieżą D. M. (1) kupił sobie koszulę, a dla każdej z koleżanek po jednej bluzie, które to rzeczy wybrały dla siebie na jego prośbę, a potem poszli do (...) na stoisko z telefonami, gdzie D. M. (1) kupił dwa telefony – jeden marki S. (...) za cenę 999 zł dla M. W. (1) , oraz drugi marki S. (...) za cenę 1199 zł dla siebie, nadto D. M. (1) kupił wówczas dla siebie słuchawki i głośniki. Przez następne kilkanaście dni D. M. (1) spotykał się M. W. (1) we wskazanym barze w C. i w trakcie tych spotkań przekazywał mu pieniądze w kwotach po 600-700 złotych – w sumie D. M. (1) przekazał M. W. (1) kwotę około 6.000 zł w gotówce. D. M. (1) za skradzione pieniądze kupił dla siebie m.in. mikser audio za kwotę 2500zł, który następnie wykorzystywał jako didżej. (dowód : zeznania i wyjaśnienia M. W. (1) k. 614-615, 1372-1373, zeznania S. G. (1) k. 637v, 1257-1258, zeznania świadka A. N. (2) k. 644v, 1258, częściowo wyjaśnienia D. M. (1) k. 226, 1125, dokumentacja dotycząca sprzedaży telefonów komórkowych w sklepie (...) w C. k. 595,599). Ksiądz W. T. (1) podejrzewał D. M. (1) i M. W. (1) o dokonanie kradzieży pieniędzy, o czym poinformował D. Z. (1) i B. M. (1) . Faktu kradzieży nie zgłosił na policję, ponieważ twierdził, że sprawcy zdarzenia nie odnajdą się, obawiał się także szumu medialnego i rozgłosu, a także zarzutów, że w sposób nienależyty zabezpieczył pieniądze należące do parafii. (dowód: zeznania D. Z. (1) k. 93v, 273, 1163-1164, 1630, zeznania B. M. (1) k. 1182, 1632). Około tydzień przed zdarzeniem z dnia 20 sierpnia 2008 r. w kościele parafialnym przy ul. (...) rozpoczęły się czynności przygotowawcze zmierzające do przeprowadzenia prac konserwatorskich polegających na malowaniu ścian prezbiterium. W tym celu, w okresie poprzedzającym rozpoczęcie prac, ksiądz zgromadził przed kościołem drewno, z którego zaczęto budować rusztowanie. Równocześnie od około miesiąca trwały prace przy renowacji betonu na dzwonnicy. Nadto ksiądz planował wybrukowanie cmentarza, w tym celu gromadzono potrzebne materiały - w dniu 20 sierpnia 2008 r. w godzinach dopołudniowych przywieziono na cmentarz kostkę brukową, w tym dniu przystąpiono także do prac przygotowawczych pod ułożenie kostki, następnego dnia przywieziono podsypkę pod kostkę. W dniu 20 sierpnia 2008 r. pracujący przy wykonaniu rusztowania A. K. (2) wykonywał prace przy kościele od godziny 10:00, ksiądz W. T. (1) natomiast przemieszczał się wokół kościoła i w jego bezpośredniej okolicy doglądając prowadzonych prac. (dowód: zeznania A. K. (2) k.14-15, zeznania B. Z. k. 22v, zeznania M. N. (1) k.27-28, zeznania N. K. k. 57v, zeznania K. W. k. 59v, zeznania J. S. (2) k. 61v, zeznania J. C. (2) k. 198, zeznania D. Z. (2) k. 94, zeznania J. M. (1) k. 90). W związku ze szkodami jakie wyrządziły w sierpniu 2008 r. burze i trąby powietrzne w Polsce i na terenie archidiecezji (...) , w tym również w miejscowości B. w dniu 16 sierpnia 2008 r. został wystosowany list Arcybiskupa (...) S. N. do wszystkich podległych parafii, w tym do parafii w B. , której proboszczem był ksiądz W. T. (1) z poleceniem jego odczytania na wszystkich Mszach Św. w niedzielę (...) W liście m.in. wezwano wiernych do solidarności, ofiarności i pomocy na rzecz poszkodowanych –zarządzono na ten cel zbiórkę pieniędzy w niedziele (...) , nadto zwrócono się z prośbą do zakładów pracy i bogatszych osób do składania większych ofiar na rzecz poszkodowanych. (dowód : pismo (...) w C. z dnia (...) k. 1619, list Arcybiskupa (...) z dnia (...) . k.1620, zeznania J. K. k.188, zeznania A. W. (1) k. 1157) W dniu 20 sierpnia 2008 roku D. M. (1) po powrocie do domu z C. około godziny 17:00 spakował do torby ubranie tj. czarną bluzę, spodnie moro i czarne, skórzane rękawiczki, czarną czapkę na głowę typu „kominiarka”, rolkę brązowej taśmy klejącej do pakowania paczek oraz nóż typu finka koloru czarnego z ostrzem lekko wygiętym ku górze, o całkowitej długości około 20 cm z futerałem, który zakupił w lipcu 2008 r. w sklepie (...) w B. należącym do J. D. (dowód: wyjaśnienia D. M. (1) k.226-227 , zeznania J. D. k. 627v-628, 1254) Po spakowaniu torby wyszedł z domu i skierował się w stronę kościoła (...) przy ul.(...) , w którym proboszczem był ksiądz W. T. (1) . Kiedy dotarł do kościoła była godzina 17:30 i kończyła się właśnie msza święta odprawiana przez księdza W. T. (1) . Oskarżony udał się na cmentarz obok kościoła i tam czekał, aż z kościoła wyjdą ludzie uczestniczący we mszy oraz próbie chóru, która odbywała się bezpośrednio po zakończonej mszy. W mszy uczestniczyło około 10 osób. Około godziny 18:00, gdy wszyscy opuścili kościół D. M. (1) wszedł do kapliczki znajdującej się przy kościele, w której znajdowały się flagi. W tym pomieszczeniu oskarżony przebrał się w ubranie, które uprzednio spakował do torby, wziął kij od flagi i czekał, aż ksiądz wyjdzie na zewnątrz w celu zamknięcia garażu. Kiedy zauważył wychodzącego przed kościół W. T. (1) wszedł na górę, do mieszkania księdza i usiadł na łóżku znajdującym się we wnęce, Kiedy po kilku minutach ksiądz wszedł do mieszkania, D. M. (1) znajdujący się we wnęce za jego plecami wziął zamach chcąc uderzyć go kijem od flagi. Wtedy W. T. (1) odwrócił się, wyrwał oburącz kij D. M. (1) . Wówczas oskarżony lewą ręką wyjął z pochwy trzymanej w prawej ręce nóż, po czym wymachując nim przed sobą pokaleczył księdzu ręce. Kiedy zorientował się, że W. T. (1) chce się bronić używając do tego celu kija od flagi, zaczął zadawać księdzu ciosy nożem w klatkę piersiową. Kiedy ksiądz upadł na podłogę D. M. (1) przestał zadawać mu ciosy. Po chwili W. T. (1) przewrócił się na brzuch i zaczął się czołgać w kierunku sejfu. Widząc to, oskarżony zadał mu ostatni cios nożem w plecy, po którym ksiądz przestał się ruszać. (dowód: wyjaśnienia D. M. (1) k. 226-227, 239-240, protokół eksperymentu procesowego k. 245v-247, zeznania B. M. (1) k. 8) Wówczas D. M. (1) zaczął biegać po mieszkaniu i przystąpił do jego przeszukiwania w celu znalezienia pieniędzy i kluczy do sejfu. W tym celu pootwierał szafki i powysuwał szuflady, z części wyrzucając na podłogę ich zawartość. Następnie D. M. (1) zbiegł na dół i zobaczył, że zakrystia jest zamknięta. Przez otwarte drzwi frontowe do kościoła zobaczył kobietę na cmentarzu, po czym wbiegł z powrotem na górę do pomieszczeń mieszkalnych księdza po klucze od zakrystii i zabrał je ze sobą. Oskarżony zabrał wówczas także z biurka pieniądze w różnych nominałach, zarówno w banknotach jak i bilonie oraz banknot 5 euro, w łącznej kwocie co najmniej 600 zł. Na podłodze pozostawił pieniądze w bilonie zwiniętym w rulonach i rozsypany drobny bilon. Następnie ponownie zbiegł na dół, przy czym drzwi prowadzące do pomieszczeń mieszkalnych księdza zamknął na klucz, który pozostawił w zamku na zewnątrz. Zabranymi kluczami z mieszkania księdza otworzył zakrystię i zamknął się w niej od środka, zostawiając klucz w zamku od wewnętrznej strony drzwi. Następnie otworzył okno i wyszedł przez nie na zewnątrz, a potem skierował się do lasu znajdującego się przy kościele i tam w krzakach przebrał się w czyste ubranie, które miał w plecaku. Zabierając brudne ubranie ze sobą przeskoczył przez płot cmentarza i udał się lasem do źródełka, w którym wypłukał nóż zabrudzony krwią, po czym skierował się lasem w stronę ulicy (...) i po drodze wrzucił w zarośla poplamione krwią ubranie tj. kurtkę i spodnie. Następnie ulicą (...) poszedł w kierunku ulicy (...) , przez którą przeszedł do lasu po drugiej stronie. Idąc leśną ścieżką doszedł do ulicy (...) znajdującej się koło stawu, po drodze wyrzucając w krzaki nóż z pochwą i taśmę klejącą, na której były ślady krwi. Idąc dalej wzdłuż stawów groblą, nieopodal hangaru (...) oskarżony wyrzucił w kierunku wody również rękawiczki, które wcześniej w czasie zdarzenia miał na rękach. Obchodząc naokoło staw, około godziny 21:00 dotarł do domu, gdzie zszedł do piwnicy i spalił kominiarkę na szufladzie wyjętej pieca, a następnie poszedł do mieszkania, w którym przebywała jego matka, dwie babcie, dziadek i dwóch braci. Umył się i nie mówiąc nikomu o tym co zaszło, około godziny 22:00 poszedł spać. (dowód: wyjaśnienia D. M. (1) k.227, 240-241, protokół eksperymentu procesowego k. 247-254, protokół oględzin budynku parafii k. 45-49 wraz z dokumentacją fotograficzną k.651, protokół oględzin miejsca odnalezienia odzieży w kompleksie leśnym w B. k. 218v-219, protokół oględzin rzeczy-odzieży k.354v-355). Następnego dnia tj. 21 sierpnia 2008 r. D. M. (1) wraz z matką – J. M. (1) pojechał samochodem do C. w celu zakupienia marynarki na rozpoczęcie roku szkolnego. Po zakupie marynarki na stoisku w pasażu (...) D. M. (1) około godziny 12:00 wrócił autobusem do domu. (dowód : wyjaśnienia D. M. (1) k.241, zeznania J. M. (1) k.1727). Tego samego dnia od godziny 9:00 na księdza W. T. (1) oczekiwała ze śniadaniem w swoim domu B. M. (1) , która przygotowywała dla niego posiłki. Gdy ksiądz nie przyszedł na śniadanie B. M. (1) pomyślała, że coś mu wypadło. Pracujący w tym samym czasie przy kościele A. K. (2) także nie widział księdza w sąsiedztwie kościoła, ale widząc otwarte drzwi wszedł do środka kościoła i udał się na górę, gdzie znajdują się pomieszczenia mieszkalne księdza. Nie wszedł do mieszkania, gdyż drzwi były zamknięte na klucz, który znajdował się w zamku na zewnątrz, co odebrał jako okoliczność wskazującą, że ksiądz jest gdzieś w pobliżu. Zszedł z powrotem na dół do prezbiterium, gdzie spostrzegł, że jedno z okien w zakrystii jest otwarte, po czym z uwagi na to, że ksiądz się nie pokazywał, wrócił do domu. Około godziny 14-15:00 A. K. (2) ponownie udał się do kościoła, ale ponieważ wszystko w okolicy kościoła było tak jak wówczas kiedy stamtąd odjeżdżał, w tym drzwi do mieszkania księdza nadal były zamknięte na klucz, który tkwił w zamku i nikt księdza nie widział, wrócił z powrotem do domu. (dowód : zeznania B. M. (1) k. 9 , zeznania A. K. (2) k. 15-16) Około godziny 16:00 B. M. (1) udała się do kościoła i widząc, że drzwi główne prowadzące do wewnątrz są otwarte, zaczęła sprzątać teren przed kościołem. W związku z tym, że ksiądz się nie pojawiał, a oczekiwały na niego osoby chcące załatwić sprawy kancelaryjne, B. M. (1) udała się przez kościół na piętro gdzie znajdowały się pomieszczenia mieszkalne księdza. Chwyciła za klamkę drzwi i okazało się, że są one zamknięte, klucz natomiast znajdował się w zamku na zewnątrz drzwi od jej strony. Pukała do drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Po upływie około pół godziny ponownie udała się na górę, ale sytuacja powtórzyła się i będąc tam po raz trzeci postanowiła wejść do środka, otwierając w tym celu drzwi kluczem, który był w zamku. Towarzyszył jej wówczas jeden z ministrantów – P. Z. . Po otwarciu drzwi i zaświeceniu światła B. M. (1) zauważyła leżącego na brzuchu na podłodze księdza W. T. (1) i wokół niego dużą plamę krwi. Krzycząc wybiegła z pomieszczenia do kościoła, gdzie poinformowała o tym co się stało osoby oczekujące na mszę. Telefonicznie wezwano pogotowie i zawiadomiono księży z dwóch sąsiednich parafii w B. . Przybyły wraz z załogą pogotowia lekarz stwierdził zgon księdza W. T. (1) . (dowód: zeznania B. M. (1) k. 9-10, zeznania B. D. (2) k. 24v-25, zeznania T. R. k. 11v-12, zeznania B. Z. k. 23, zeznania P. Z. k. 578, 1215, zeznania K. K. (2) k. 18v, karta pacjenta nr (...) – k. 7). Mieszkanie księdza było splądrowane, panował w nim bałagan, szafki były pootwierane, szuflady powysuwane do końca, na podłodze były rozrzucone kartki i drobne przedmioty z półek, w tym klucze, pootwierane, puste wewnątrz koperty, amunicja do broni. Na podłodze leżały pieniądze w bilonie, częściowo zwinięte w rulon, a częściowo rozsypane po podłodze o równowartości nieco ponad 64 złote, obok ciała leżała także sutanna oraz złamany i ubrudzony krwią kij. Denat leżał na brzuchu na podłodze na środku pokoju, twarzą do podłogi, pod głową miał podłożoną jedną rękę, drugą natomiast miał wyciągniętą na wprost. (dowód: protokół oględzin budynku parafii k. 45,49, wraz z załączoną dokumentacją zdjęciową k.650, protokół zewnętrznych oględzin zwłok na miejscu ich znalezienia k. 51-54, zeznania B. M. (1) k. 10, zeznania K. K. (2) k. 18v, 1155, 1625, zeznania P. K. (2) k. 19v, 1156, 1626, zeznania D. K. k. 20v,1627). Podczas oględzin pomieszczeń mieszkalnych W. T. (1) ujawniono na łóżku jedną papierową kopertę z zawartością pięciu banknotów 20 złotowych, czterech banknotów 10 złotowych oraz bilon o nominale 50 groszy w ilości 6 sztuk, na której nie ujawniono śladów kryminalistycznych, nadto w kamizelce sztruksowej leżącej na jednym z foteli ujawniono portfel, a w nim pieniądze w kwocie 462 złote i 15 groszy. Po otwarciu szafy metalowej –sejfu umiejscowionego w mieszkaniu księdza przy pomocy kluczy zapasowych dostarczonych przez D. Z. (1) ujawniono w jego wnętrzu m.in. dwie sztuki broni palnej długiej, dwa pudełka z nabojami amunicji myśliwskiej, rulony pieniędzy w bilonie zapakowane w papier z napisem na każdym z nich „50 szt. po 50 gr zł 25” oraz w pojemniku tekturowym ujawniono pieniądze bilon polski – łącznie w kwocie 580 złotych. (dowód: protokół oględzin budynku parafii k. 45,48, protokół oględzin szafy metalowej k. 162-164, protokół zatrzymania rzeczy od D. Z. (1) k. 64-66). W piątek tj. 22 sierpnia 2008 r. dokonano przeszukania pomieszczeń mieszkalnych w domu D. M. (1) , jednak czynność ta nie przyniosła żadnych efektów. W następnym dniu tj. 23 sierpnia funkcjonariusze policji ponownie udali się do miejsca zamieszkania D. M. (1) w celu zatrzymania go i ponownego przeszukania domu. Tego samego dnia D. M. (1) przyznał się do zabójstwa W. T. (1) . (dowód: protokół przeszukania pomieszczeń mieszkalnych D. M. (1) k. 134-135, wyjaśnienia D. M. (1) k. 241-242, zeznania P. S. k. 1725). W dniu 25 sierpnia 2008 r. funkcjonariusze policji dokonali czynności zatrzymania w mieszkaniu D. M. (1) banknotu o nominale 5 euro, który oskarżony zabrał w dniu 20 sierpnia 2008 r. z mieszkania księdza W. T. (1) . (dowód: protokół zatrzymania rzeczy k. 268-270 i dokumentacja zdjęciowa k. 855) W wyniku zadanych ciosów nożem W. T. (1) doznał obrażeń w postaci 35 ran kłutych, ciętych i kłuto — ciętych w okolicy bocznej lewej klatki piersiowej, po obu stronach przedniej ściany klatki piersiowej, na kończynie górnej lewej i prawej, po lewej stronie szyi, na udzie lewym i grzebiecie tułowia, przebijając na wylot płat wątroby, oba płaty dolne płuc, naruszając ciągłość worka osierdziowego i ściany lewej komory serca oraz uszkadzając struktury kostne żeber prawej strony klatki piersiowej i kręgu 7 piersiowego, co spowodowało masywne krwotoki wewnętrzne do jam opłucnowych, jamy otrzewnej, dolnych dróg oddechowych i worka osierdziowego, które skutkowały zgonem pokrzywdzonego na miejscu zdarzenia. W wyniku zadanych ciosów w okolice brzucha doszło do częściowego wytrzewienia. Ksiądz W. T. (1) nie był w chwili zgonu pod wpływem alkoholu, pod działaniem narkotyków, leków i innych trucizn. (dowód: karta pacjenta-k.7, protokół zewnętrznych oględzin zwłok w miejscu ich znalezienia k. 51-54, protokół oględzin zewnętrznych i otwarcia zwłok k. 331-341, sprawozdanie z badania krwi na zawartość alkoholu k. 379, sprawozdanie z przeprowadzonych badań próbek krwi – k. 661) W dniu 23 sierpnia 2008 r. w trakcie czynności oględzin wskazanego przez oskarżonego miejsca wyrzucenia bluzy dresowej i spodni, które D. M. (1) miał na sobie w czasie zajścia, w wyniku podjętych czynności poszukiwawczych w kompleksie leśnym w B. zdołano odnaleźć i zabezpieczyć bluzę i spodnie, nie odnaleziono natomiast pozostałych przedmiotów. (dowód: protokół oględzin miejsca odnalezienia odzieży k. 218-219) Na zabezpieczonej odzieży tj. spodniach (ślad nr 1) i bluzie dresowej (ślad nr 2) po przeprowadzonych badaniach biologicznych stwierdzono, że część z plam brunatno-czerwonych zawiera materiał genetyczny człowieka, pochodzący od mężczyzny, którego profil genetyczny jest zgodny z profilem genetycznym D. M. (1) i że odzież ta była noszona przez D. M. (1) . Jednocześnie stwierdzono, że pozostałe plamy brunatno-czerwone na tych przedmiotach zawierają krew i materiał genetyczny człowieka pochodzący od osoby płci męskiej o profilu DNA zgodnym z profilem DNA księdza W. T. (1) . Na kiju, którym posłużył się oskarżony oznaczonym jako ślad nr 30 po przeprowadzonych badaniach biologicznych stwierdzono, że ujawniona na jednym jego końcu i w części środkowej krew człowieka pochodzi od mężczyzny, którego profil genetyczny jest zgodny z profilem genetycznym W. T. (1) i pochodzi od W. T. (1) , natomiast na powierzchni tego samego kija w pobliżu drugiego końca, z mniejszą ilością zabrudzeń, ujawniono krew i materiał genetyczny człowieka pochodzący od dwóch mężczyzn : profil genetyczny jednego z mężczyzn zgodny z profilem genetycznym W. T. (1) , profil genetyczny drugiego mężczyzny zgodny z profilem genetycznym D. M. (1) i w świetle uzyskanych wyników, ustalono ze w miejscu tym znajduje się krew i materiał genetyczny W. T. (1) i D. M. (1) (dowód: protokół oględzin miejsca odnalezienia odzieży w kompleksie leśnym w B. k. 218v-219, protokół oględzin rzeczy-odzieży k.354v-355, opinia z dziedziny biologii i genetyki sądowej k. 835-839). Oskarżony D. M. (1) w czasie popełnienia zarzucanych mu czynów miał zachowaną zdolność rozpoznania ich znaczenia jak i możność kierowania swym postępowaniem. U oskarżonego nie stwierdzono objawów choroby psychicznej, wykazuje on natomiast cechy niedojrzałości. Oskarżony ma prawidłową identyfikację seksualną, ma orientację heteroseksualną, brak podstaw do rozpoznania dewiacji seksualnej, wykazuje przeciętną siłę popędu seksualnego, nie stwierdzono u oskarżonego medycznych objawów molestowania seksualnego, charakterystycznych dla ofiar molestowania seksualnego. Sprawność intelektualna oskarżonego jest powyżej przeciętnej, stwierdzono prawidłowe funkcjonowanie procesów poznawczych, wykazuje on cechy osobowości niedojrzałej, pobłażliwość wobec siebie, nieprzestrzeganie norm społeczno-prawnych (dowód: opinia sądowo-psychiatryczna k. 666, 928, opinie seksuologiczne k. 930, 1484-1544, opinia psychologiczna k.936) W miejscu zamieszkania oskarżony posiada opinię pozytywną. (dowód: wywiad środowiskowy - k. 698). Oskarżony nie był dotychczas karany. (dowód: karta karna k. 1748). Posiada pozytywną opinię z aresztu śledczego. (dowód: pinia o tymczasowo aresztowanym k. 1758-1759) Podczas pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego w dniu 23.08.2008 r. (k. 224-227) oskarżony D. M. (1) przyznał się do popełnienia postawionego mu zarzutu zabójstwa księdza W. T. (1) tj. czynu z art.148§2kk . Opisał okoliczności w jakich poznał księdza W. T. (1) i zapisał się jako ministrant. Wskazał, że posługę ministrancką zaczął w sierpniu 2001 r. początkowo służąc do mszy jedynie w niedzielę, następnie chodził do kościoła częściej tj. w tygodniu i po mszy wracał prosto do domu. Podał, że po około 2-3 miesiącach od rozpoczęcia posługi ministranckiej, z tym ze nie potrafił wskazać dokładnej daty, po którejś z mszy w tygodniu chodził wraz z księdzem W. T. (1) wokół kościoła, ksiądz opowiadał mu o planowanych remontach w kościele, następnie wraz z księdzem wszedł na strych kościoła, ksiądz dalej opowiadał jaki zakres remontów chce przeprowadzić w tym miejscu, po czym ksiądz zamknął drzwi na klucz i kazał mu się rozebrać. Oskarżony wskazał, że jak się rozebrał, ksiądz zaczął chodzić wokół niego i nic nie mówiąc przyglądał mu się. Po jakimś czasie nakazał się ubrać oskarżonemu, następnie zeszli razem ze strychu i przy drzwiach wejściowych do kościoła ksiądz zwrócił się do niego, że jak komuś powie o tym co się stało na górze „to on wszystkim rozpowie” i oskarżonego „zamkną w domu dla psychicznie chorych” (k.224). Oskarżony nie potrafił wytłumaczyć dlaczego dostosował się do tych poleceń księdza, wskazując jedynie że mogło to wynikać z tego, że lubił księdza na początku i nie spodziewał się, że może mu on coś złego zrobić. Wskazał, że od tego momentu najpierw sporadycznie, a z biegiem czasu częściej – nawet raz w tygodniu ksiądz prowadził go na ten strych na górę i kazał mu się rozbierać i go oglądał, a później dodatkowo kazał oskarżonemu się jeszcze masturbować w jego obecności. Ksiądz wówczas miał siedzieć na krześle, które wcześniej zaniósł na strych i – jak podał, wydawało mu się, że chyba trzymał rękę w swoich spodniach i też się masturbował. Wyjaśnił, że chodził z księdzem na strych, bo bał się tego, że ksiądz rozpowie co się tam dzieje i obawiał się, że zostanie zamknięty w zakładzie psychiatrycznym. Przyznał, odpowiadając na pytanie w jaki sposób ksiądz go namawiał do wejścia z nim na strych, że ksiądz mówił do niego po prostu, że „idziemy na strych” lub tez, że „idziemy się pobawić”, a on wiedział o co chodzi. Wyjaśniając dalej wskazał, że opisane zachowania trwały przez okres około 6 miesięcy, następnie któregoś dnia w tygodniu, z tym że nie pamiętał dokładnie daty, ksiądz „poprosił” go na górę na strych, tam nie kazał mu się od razu rozebrać tylko powiedział, że ma poczekać, po czym ksiądz po 10-15 minutach zszedł ze strychu na dół do kościoła i wrócił z powrotem na strych z nieznanymi mu dziećmi – dziewczynką prawdopodobnie w jego wieku, do której ksiądz mówił bezosobowo i chłopcem około 2 lat młodszym od niego, do którego ksiądz się zwracał słowami (...) . Następnie - według relacji oskarżonego, ksiądz kazał się całej trójce rozebrać do naga i gdy się rozebrali ksiądz oglądał ich chodząc wokół, bądź siedząc na krześle. Oskarżony podał, że od tego momentu ksiądz zabierał go na górę na strych tylko z tymi dziećmi i sytuacje te miały miejsce raz w tygodniu, zazwyczaj w środku tygodnia. Dodał, że przez pewien czas sytuacje wyglądały podobnie jak za pierwszym razem, gdy ksiądz przyprowadził tą dwójkę dzieci, następnie ksiądz kazał mu oraz drugiemu chłopcu rozbierać się i masturbować, przy czym ksiądz sam się masturbował tak jak wcześniej tzn. siedząc na krześle bez rozbierania się. Podał, że dziewczynka też się rozbierała, z tym, że nie musiała nic robić tylko stała. Wyjaśnił dalej, że po jakimś czasie, ksiądz podczas kolejnych spotkań zaczął podchodzić do niego i drugiego chłopca i dotykać w miejsca intymne tj. dotykał ich penisów, dziewczynkę też dotykał i możliwe, że jej wkładał palce do pochwy, ale tego – jak zaznaczył, dokładnie nie widział. Dodał, że na którymś z kolejnych takich spotkań na strychu ksiądz kazał oskarżonemu i drugiemu chłopcu na zmianę uprawiać seks z tą dziewczynką – ksiądz miał dokładnie tłumaczyć co mają robić- dziewczynce kazał się kłaść zazwyczaj na ich ubraniach na plecach, następnie oskarżonemu, bądź drugiemu chłopcu kazał się kłaść na tej dziewczynce przodem, dalej mówił, że mają włożyć swojego penisa do pochwy tej dziewczynki i ruszać się z góry na dół, nadto kazał im wydawać odgłosy takie jakich sobie zażyczył, dotyczyło to też dziewczynki – ksiądz wówczas nie rozbierał się tylko patrzył i masturbował się. Podał, że takie sytuacje miały miejsce systematycznie do czasu, gdy zaczął chodzić do szkoły średniej i nie mógł już przychodzić do kościoła w tygodniu z powodu zajęć. Przyznał, że do tej pory nie wie kim był ten chłopiec i dziewczynka, nie posiada też wiedzy czy te dzieci nadal przychodziły do księdza. Podał, że później nadal przychodził do kościoła służyć do mszy, ale już tylko w niedzielę i wówczas ksiądz nie zabierał go już na strych, gdyż nie miał takiej możliwości, ponieważ po mszy miał zazwyczaj interesantów, bądź oskarżony był z rodziną – w tym czasie miał już oskarżonego nie zaczepiać i nic nie proponować. Oskarżony wskazał, że przez kolejny rok chodził do kościoła tylko w niedzielę i latem w następne wakacje, jak się to wszystko skończyło, pomyślał żeby księdzu dać jakąś nauczkę za to co zrobił jemu i tym dzieciom. Wyjaśnił, że „po prostu” razem z M. W. (1) , który też był ministrantem postanowili okraść księdza – rozmawiali o tym przez dłuższy czas, spotykając się przy różnych okolicznościach. Podał, że M. W. (1) myślał, że oskarżony chce to zrobić to tak jak on, czyli ze względu na pieniądze, a on miał „właśnie ten inny cel”. Wskazał, że postanowili poczekać z dokonaniem kradzieży na szkodę księdza do późnej jesieni, żeby wcześniej robiło się ciemno na dworze. Następnie opisał okoliczności kradzieży tj. wskazał czas, miejsce i sposób postępowania, w tym jak weszli w posiadanie kluczy do sejfu i dostali się do jego wnętrza. Podał, że dostali się do pomieszczenia gdzie był sejf przez boczne drzwi prowadzące do kościoła, które wcześniej przed mszą otworzyli od wewnątrz, następnie w trakcie trwającej już mszy oskarżony osobiście otworzył sejf kluczami zabranymi księdzu z kieszeni kurtki, po czym M. W. (1) załadował do plecaka do pełna pieniądze zapakowane w worki z materiału (4 szt.), puszkę metalową z pieniędzmi i jedną torbę foliową ze struną z zawartością kopert. Podał, że zabierając te przedmioty wiedzieli, że w środku powinny być pieniądze, w workach był bowiem wyczuwalny bilon. Dodał, że następnie zamknął sejf kluczem, który M. W. (1) wyrzucił następnie w krzaki koło kościoła. Oskarżony wskazał, że w trakcie kradzieży miał na rękach czarne rękawiczki z dzianiny. Podał, że z kościoła wyszli tymi samymi drzwiami, którymi dostali się do środka, następnie udali się do lasku przy kościele i dalej w kierunku domu M. W. (1) , gdzie oskarżony miał zostawiony rower, po czym oskarżony wraz z plecakiem udał się rowerem do swojego domu. Oskarżony wyjaśnił dalej, iż przeliczył w domu pieniądze – było ich ponad 20 tys. zł, w tym banknoty na kwotę około 17500 zł, reszta w postaci bilonu, którego było dużo i nigdy dokładnie go nie policzył. Dodał, że w przeciągu miesiąca, w kilku ratach przekazał z tej kwoty M. W. (1) łącznie około 10 000zł, przy czym zarówno on jak i kolega przeznaczyli te pieniądze na dobra konsumpcyjne. Wyjaśnił dalej, że pomimo kradzieży nadal „gryzły” go „te wydarzenia z młodości z księdzem”, „cały czas miałem to w pamięci rozpamiętywałem te zdarzenia”, chodził jednak nadal – jak podał, do kościoła, ale tylko w niedzielę. Przyznał, że ostatni raz był w kościele w Boże Ciało tj. 22.05.2008 r., po czym przestał chodzić do kościoła i wynikało to z faktu poznania dziewczyny, z którą się spotykał i ona oskarżonemu „zajmowała czas nawet w niedzielę”. Jak wyjaśnił dalej, w kościele „pojawił się” ponownie we wtorek 12.08.2008 r., kiedy to przyszedł na mszę, po której udał się do domu i w następne dni tj. środę i czwartek również był w kościele na godz. 17:00, natomiast w sobotę i niedzielę nie było go w kościele. Podał, że przez te dni posługiwał przy ołtarzu i ponownie do posługi przystąpił w poniedziałek 19.08.2008r. Wyjaśnił, że ponownie zaczął chodzić do kościoła i świadczyć posługę ministrancką, gdyż zerwał z dziewczyną i nadto spotkał w dniu 12.08.2008 r. przypadkiem na cmentarzu księdza, który poprosił go żeby znowu pokazał się w kościele. Wskazał, że 19.08.2008r. był ostatnim dniem, w którym służył do posługi ministranckiej, gdyż w tym dniu przed mszą i w jej trakcie ksiądz zaczął mu coś opowiadać o tym, że „ile to się słyszy w telewizji o gwałtach i podobnych przestępstwach na tle seksualnym” i wówczas, wracając po mszy do domu postanowił dać księdzu „nauczkę” by już nie zrobił nic takiego co zrobił jemu i dwójce innych dzieci. Podał nadto, że uwagi księdza odebrał jako ironię wobec jego osoby, ksiądz patrzył mu wtedy prosto w oczy. Od tego momentu zaczął myśleć „co by zrobić”. Wyjaśnił, że następnego dnia był na cmentarzu od około godziny 14:00 do 16:00, zrobił porządki na grobie dziadka, wszedł następnie do kościoła, żeby się przeżegnać, zajrzał do bocznej kapliczki gdzie są komże w szafie i tam zauważył flagi biało-czerwone i papieskie na drewnianych kijach. Jak wyjaśnił dalej, wracając do domu wpadł na pomysł, aby zaczaić się na księdza właśnie z kijem od tej jednej z flag i go następnie nim ogłuszyć – zaplanował to na następny dzień. Wskazał, że w środę 20.08.2008 r. po południu przyjechał około 14:30 do C. „tak bez celu pochodzić sobie”, był w sklepie (...) , kilka minut po 16 wrócił do domu, gdzie spakował do torby spodnie na zmianę, bluzę kominiarkę i nóż typu finka oraz rolkę taśmy klejącej brązowej szerokości około 4 cm. Następnie pieszo udał się z tą torbą do kościoła, w lasku obok niego poczekał, aż skończy się msza oraz próba chórzystów i odczekawszy na wyjście wszystkich ludzi z kościoła wszedł głównym wejściem przez otwarte drzwi do kościoła, po czym stanął w kapliczce po prawej stronie czekając, aż ksiądz wyjdzie zamknąć garaż, który był otwarty. Jak zrelacjonował dalej, w tym czasie przebrał się w rzeczy, które miał w torbie i gdy ksiądz wyszedł przed kościół, wszedł na górę do jego mieszkania. Zabrał ze sobą kij od flagi i czekał na księdza z kijem w jego pokoju – sypialni, siedząc na łóżku. Podał dalej, że gdy ksiądz wszedł i zobaczył, że jest odwrócony tyłem do niego postanowił uderzyć go kijem od flagi w tył głowy, aby stracił przytomność i następnie planował przyczepić go taśmą do drewnianej podpory dachu. Wskazał, że jego celem nie było zabicie księdza, a jedynie chciał mu pokazać, aby już nigdy w życiu nie odważył się nikomu zrobić tego, co zrobił oskarżonemu, chciał żeby przez jedną noc lub dzień dotąd dopóki go ktoś nie znajdzie, pomęczył się z głodu czy pragnienia dla zapamiętania. Wyjaśnił dalej, że w tym czasie jak próbował uderzyć księdza kijem, ten niespodziewanie się odwrócił do niego twarzą, zobaczył oskarżonego, krzyknął coś ze strachu i wyrwał oskarżonemu kij z lewej ręki, którym chciał go uderzyć, następnie chwycił go oburącz i zasłonił się nim trzymając go przed sobą w poprzek na wysokości piersi. Oskarżony wyjaśnił, że nie mając całkowitej kontroli nad tym co robi, zadziałał pod wpływem emocji, wyjął nóż z pochwy, którą trzymał w prawej ręce, a który to nóż z pochwą wyjął z torby przed wejściem do pomieszczeń księdza, następnie chwycił rękojeść lewą ręką i wymachiwał nim 3-4 razy przed sobą, wskutek czego skaleczył ręce księdza, tnąc go po rękach, w których trzymał kij. Wskazał dalej, że ksiądz nie puszczał kija, widział, że próbuje ten kij chwycić w jedną rękę, co odebrał w ten sposób, że ksiądz chce go tym kijem uderzyć i wtedy zadał mu kilka ciosów nożem uderzając na wprost. Wyjaśnił, że nie jest w stanie powiedzieć, ile uderzeń zadał, spostrzegł natomiast, że po kilku pierwszych uderzeniach noża ksiądz zatoczył się trochę na nogach, a po kolejnych upadł na plecy przy biurku, następnie widział, że ksiądz z tej pozycji przekręcił się na brzuch i próbował się czołgać w kierunku sejfu, w którym miał broń myśliwską, wówczas pomyślał, że ksiądz spróbuje go zabić tą strzelbą i zadał mu ostatni cios w plecy, po którym ksiądz jeszcze chwilę się ruszał, a później znieruchomiał leżąc twarzą do podłogi. Oskarżony wyjaśnił dalej, że zdał sobie sprawę, że ksiądz umiera, następnie przez około 10 minut biegał po pomieszczeniach myśląc, co dalej zrobić, otwarł kilka szuflad w pokoju dziennym, z których nic nie zabrał – podał, ze sam nie wie po co je otwierał i po 10 minutach pomyślał, że jedyne co może zrobić, to uciekać jak najdalej. Podał, że wybiegł z mieszkania księdza na kościół, zbiegł na dół i zauważył, że zakrystia jest zamknięta na klucz, pobiegł następnie w kierunku drzwi frontowych i wyglądając przez nie zauważył, że na cmentarzu jest jakaś kobieta w wieku około 30 lat, której nie znał. Podał, że wbiegł z powrotem na górę do mieszkania księdza, z biurka w sypialni chwycił dwa pęki kluczy oraz leżące na wierzchu na blacie pieniądze w postaci banknotów w ilości około 600 zł w różnym nominale i jeden banknot 5 euro oraz trochę bilonu różnego nominału, pieniądze te schował do kieszeni czarnej kurtki, którą miał na sobie, następnie zbiegł na dół do kościoła, otworzył drzwi od zakrystii, wszedł do środka i zamknął się w niej, po czym otworzył w tym pomieszczeniu okno, przez które wydostał się na zewnątrz kościoła i dalej pobiegł do lasu przy cmentarzu. Podał, że w krzakach przebrał się ponownie w rzeczy, w których wyszedł z domu, chowając zdjęte ubranie do torby, następnie wskazał, że udał się w kierunku ul. (...) , gdzie przy źródełku zatrzymał się i umył nóż, następnie idąc lasem wyrzucił kurtkę i spodnie, które miał w plecaku i idąc dalej ścieżką w kierunku ul. (...) w B. wyrzucił nóż z pochwą i taśmę klejącą – wskazał, że na tych rzeczach, jak i wcześniej wyrzuconych były ślady krwi. Wyjaśnił, że idąc dalej w okolicach hangaru (...) , prawdopodobnie do wody wyrzucił rękawiczki, które miał w czasie zdarzenia na rękach, po czym około godziny 21:00 dotarł do domu, z tym, ze zanim wszedł do środka w piwnicy spalił kominiarkę i popiół rozsypał na trawie na zewnątrz. Wyjaśnił, że zabrane księdzu pieniądze wydał na benzynę i różne drobne rzeczy, pozostawił u siebie w pokoju jedynie banknot 5 euro. Udzielając odpowiedzi na pytania opisał w co był ubrany w chwili zdarzenia, wyjaśniając, że przebrał się by ksiądz go nie rozpoznał, podał także okoliczności wejścia w posiadania noża, którym zadał ciosy i opisał jego wygląd. Dodał, że nikomu z rodziny nie mówił co zaszło. Wyjaśniając po raz kolejny w dniu 24.08.2008 r. (k.237-244) przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu zabójstwa księdza W. T. (1) , którego opis uzupełniono o dokonanie zaboru na szkodę pokrzywdzonego pieniędzy w kwocie 600 zł, tj. czynu z art. 148§2pkt 2kk i opisał, co robił w krytycznym dniu, zanim doszło do zdarzenia, zbieżnie z tym, jak wyjaśnił wcześniej. Podobnie zrelacjonował też, to co robił dwa dni i dzień przed dokonaniem zabójstwa księdza, w szczególności o prowokacji ze strony księdza, okolicznościach w jakich doszedł do wniosku, w jaki sposób „dać nauczkę” księdzu oraz motywów, dla których przebrał się przed zajściem. Zbieżnie z poprzednimi wyjaśnieniami wskazał co robił bezpośrednio przed zdarzeniem, swoje zachowanie w jego trakcie i po zajściu. Podał, że następnego dnia po zdarzeniu, w czwartek około godziny 9:00 pojechał z matką samochodem do C. w celu zakupu marynarki na rozpoczęcie roku szkolnego, którą kupił w supermarkecie (...) , następnie około godziny 12:00 autobusem wrócił do domu do B. i do końca dnia nie wychodził już z domu i z nikim się nie spotykał. Wskazał, że kolejnego dnia w piątek był w domu, około godziny 13:00 policjanci dokonali przeszukania w jego pokoju w związku z zabójstwem księdza, następnego dnia ponownie przeprowadzono przeszukanie – tym razem w całym domu i po przeszukaniu został zabrany przez funkcjonariuszy policji. Oskarżony w sposób tożsamy z pierwszymi wyjaśnieniami, opisał okoliczności, w jakich miało dojść do pierwszego spotkania z księdzem na strychu, częstotliwość tych spotkań, zachowanie swoje i księdza w ich trakcie, a także okoliczności, w jakich na strychu miało pojawić się dwoje nieznanych mu dzieci i polecenia, jakie miał wydawać im ksiądz oraz sposób jego zachowania. Oskarżony podał, że o spotkaniach na strychu nigdy nikomu nie mówił, gdyż z jednej strony wstydził się komukolwiek o tym powiedzieć, a z drugiej bał się księdza, który mówił do niego, że jak powie o tym, to nie wyjdzie żywy z kościoła – uważał, że może spełnić on swoją groźbę. Oskarżony potwierdził także fakt dokonania kradzieży pieniędzy księdzu W. T. (1) w listopadzie 2007 r. wspólnie z kolegą M. W. (1) i zbieżnie z wcześniejszą relacją, wskazał na motywy, które nim kierowały. Podał, że żałuje tego co się stało, jednak zbyt długo dusił w sobie te zdarzenia z przeszłości i w końcu nie wytrzymał, nie chciał zabić księdza tylko go nastraszyć, a wszystko „potoczyło się jak się potoczyło”. W trakcie posiedzenia w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania w dniu 26.08.2008 r. (k.275-277) oskarżony przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i podtrzymał w całości dotychczasowej wyjaśnienia. Oświadczył, że nie wiedział, że ksiądz podejrzewa go o włamanie do sejfu i w dalszej części wyjaśnił jak wcześniej. Podał odnośnie spotkań ze swoją dziewczyną K. B. (1) , iż jego znajomość trwała z nią około półtora miesiąca, po czym doszło – z obu stron, do zerwania, nie utrzymywał z nią kontaktów seksualnych, podobnie jak z żadną inna kobietą, natomiast, gdy ksiądz nakłaniał go w trakcie spotkań na strychu aby kładł się na tą dziewczynkę, to dochodziło do kontaktu seksualnego w rozumieniu stosunku. Podając dalej okoliczności zakupu noża, którym posłużył się w dniu zajścia, wskazał, że kupił go dlatego, że kiedy był w sklepie to właściciel polecił mu ten nóż „że jest fajny i właściwie niedrogi”, nadto interesował się II wojną światową, replikami broni palnej, ale bronią białą raczej nie. Podał, że zakup noża miał związek z polowaniami, na które chodził z księdzem jako jego towarzysz – uczestniczył w nich 4 -5 razy, obserwował polowania. Wyjaśniając ponownie w dniu 8.10.2008 r., po przedstawieniu dwóch zarzutów tj. zabójstwa księdza W. T. (1) przy przyjętej kwalifikacji z art. 148 §2pkt2kk i art.280§2kk w zw. z art. 11§2kk i dokonania na szkodę parafii, w której pracował w/w pokrzywdzony wspólnie i w porozumieniu z M. W. (1) w listopadzie 2007 r. kradzieży pieniędzy w kwocie co najmniej 20 000 zł tj. przestępstwa z art. 279§1kk (k.532-533), oskarżony nie przyznał się do popełnienia pierwszego z nich, przyznał się natomiast do popełnienia drugiego czynu i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień i odpowiedzi na pytania (k. 535-536). Podczas konfrontacji z M. W. (1) przeprowadzonej 8.10.2008 r. (k.537-539) odnośnie okoliczności dokonania kradzieży pieniędzy z sejfu w listopadzie 2007 r., w tym udziału, zachowania się i podziału ról w czasie zajścia, a także sposobu podziału pieniędzy i ich wydatkowania oskarżony podtrzymał swoje dotychczasowe stanowisko i odmówił składania wyjaśnień. Oświadczył jedynie, że razem z M. W. (1) za skradzione pieniądze zakupił w supermarkecie (...) telefony komórkowe, tj jeden telefon marki S. kupił dla siebie M. W. (1) , a drugi telefon marki S. (...) kupił oskarżony. Wyjaśniając następnie w dniu 27.10.2008 r. (k.630-631) oskarżony oświadczył, że nie przyznaje się do pierwszego z zarzucanych mu czynów tj. zabójstwa księdza i podał, że podtrzymując dotychczas swoje wcześniejsze wyjaśnienia miał na myśli, że istotnie doprowadził do śmierci W. T. (1) , ale nigdy nie chciał go zabić, a tylko nastraszyć. Wskazał, że nie dokonał również żadnego rozboju, gdyż pieniądze należące do księdza porwał zupełnie bezwiednie, wybiegając z mieszkania – przyznał, że sam nie wie, dlaczego to zrobił i nie potrafił swojego zachowania racjonalnie wytłumaczyć. Zaznaczył, że na pewno nie chciał ukraść tych pieniędzy. Na rozprawie przed Sądem w dniu 19.06.2009 r. (k. 1122-1128) oskarżony D. M. (1) przyznał się do popełnienia czynu opisanego w pkt II aktu oskarżenia tj. kradzieży pieniędzy z sejfu i nie przyznał się do popełnienia czynu opisanego w pkt I aktu oskarżenia tj. zabójstwa księdza W. T. (1) , odmówił składania wyjaśnień oraz udzielania odpowiedzi na pytania prokuratora. Odnosząc się do wyjaśnień złożonych w toku pierwszego, drugiego i trzeciego kolejno przesłuchania, w których przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów – potwierdził ich prawdziwość, z tym zastrzeżeniem, że wskazał, iż nie przyznaje się do zabójstwa księdza, ponieważ nie miał zamiaru go zabić, a jedynie chciał go nastraszyć, potwierdził natomiast w całości prawdziwość pozostałych wyjaśnień. Udzielając odpowiedzi na pytania Sądu wyjaśnił, że zostając ministrantem nie kierował się motywacją religijną, „był to taki dziecięcy kaprys”, na początku był jedynym ministrantem tej parafii, później pojawili się kolejni. Podał, że nie było żadnej hierarchii między ministrantami, wszyscy byli sobie równi, natomiast ksiądz T. uważał go za lepszego ministranta od innych, być może dlatego, że chciał być dla oskarżonego dobry z powodu tego co działo się na strychu. Wskazał, że wydawał polecenia innym ministrantom dotyczące tego co mają robić w czasie mszy, ale czynił to na polecenie księdza, a nie z własnej inicjatywy – przyznał, że nie wie z jakiego powodu ksiądz wydawał przez niego polecenia innym ministrantom, zaznaczył przy tym, że nie wyznaczał ministrantów, którzy mieli chodzić z księdzem po kolędzie, decydował o tym ksiądz. Podał, że zdarzały się między ministrantami kłótnie o to, kto częściej bądź rzadziej chodził na kolędę, lub „kto miał lepsze, a kto gorsze ulice”, bo ten kto miał „lepszą” ulicę więcej zarobił – przyznał, że uczestniczył kilka razy w takich kłótniach, bo miał te „lepsze” ulice i ministranci mieli o to do niego pretensje. Wskazał, że niektórzy ministranci rezygnowali z posługi, bo nie było okazji „zarobić” i oskarżonego uważali za winnego tego, że rezygnują, bo przez niego mieli „gorsze” ulice. Podał, że początkowo był ministrantem z „kaprysu”, potem dlatego, że ksiądz go zastraszał, nie chodziło o religijność – wskazał, że możliwość zarobku jako ministrant nie była głównym powodem, że był ministrantem, ale był to jeden z powodów. Następnie, zgodnie z wcześniejszymi wyjaśnieniami, opisał powody, dla których rzadziej uczęszczał do kościoła tj. fakt rozpoczęcia nauki w (...) w C. , wskazał także, że ksiądz po około pół roku od momentu gdy zaczął pełnić posługę, odwiedzał jego rodziców w ich domu 2-3 razy do roku przyjeżdżając na obiad bądź kolację, w których to spotkaniach oskarżony nie uczestniczył, tylko był w swoim pokoju. Podał, że nie słyszał by jego rodzice pożyczali pieniądze od księdza, słyszał natomiast, ze jego matka pożyczyła księdzu pieniądze, ale nie wie w jakiej kwocie i czy je oddał. Oskarżony wyjaśnił, że pod koniec pierwszej klasy liceum powiedział matce, że ksiądz T. poniża go i ośmiesza przed innymi ministrantami, z tym, że nie potrafił powiedzieć na czym to polegało, gdyż tego nie pamięta – wskazał, że sądzi, iż ksiądz tak postępował, ponieważ chciał pokazać innym ministrantom, że jest od nich gorszy i było to już po tym, jak przestał z nim chodzić na strych. Podał, że po tym fakcie jak oznajmił matce o poniżaniu przez księdza, przestała ona chodzić do kościoła. Odnosząc się do spotkań na strychu wskazał, że chodził tam z księdzem, bo bał się, że jeśliby przestał tam chodzić i robić co ksiądz mu karze, to on ujawniłby to co się tam działo – wskazał, że był wówczas dzieckiem i nie potrafi wytłumaczyć, czego się obawiał. Podał, ze na początku chodził z księdzem na strych, bo lubił księdza i ufał mu, że nic mu nie zrobi, potem, gdy dorastał uzyskał świadomość, że jest to coś złego – z tym, że nie potrafił umiejscowić tego faktu w czasie. Potwierdził, że ksiądz straszył go, że jak ujawni co się dzieje na strychu, to zamkną go w zakładzie psychiatrycznym albo ksiądz pozbawi go życia. Przyznał, że nie przypomina sobie, żeby ksiądz kiedykolwiek zmuszał go, żeby chodził z nim na strych. Następnie, zgodnie z tym jak wyjaśniał wcześniej, opisał przebieg spotkań na strychu, w tym z udziałem dwójki nieznanych mu dzieci. Wskazał, ze nigdy nie słyszał, żeby ktoś spośród znajomych mówił, że do księdza przyjeżdżają jakieś obce dzieci, natomiast jak chodził do liceum to już wiedział, że to co się zdarzyło z księdzem było czymś złym. Wytłumaczył, że w dalszym ciągu chodził do kościoła służyć w niedzielę do mszy, gdy był już w liceum, gdyż nie chciał sprawiać przykrości swojej rodzinie – chciał uniknąć sytuacji, w której ktoś będzie obrażał jego rodzinę z tego powodu, że zaprzestał chodzić do kościoła i służył do mszy nadal, nawet wówczas, gdy matka przestała chodzić do kościoła. Wskazał, że jest to mała miejscowość i mogły się pojawić opinie, że „katolicka rodzina, a ktoś rezygnuje z bycia ministrantem”, gdyż pojawiły się takie opinie o innych kolegach, którzy zrezygnowali z posługi, nadto negatywne opinie pojawiły się także o nim, gdy przestał chodzić do kościoła i zaczął się spotykać z dziewczyną (k.1125). Oskarżony wskazał, że nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie chodził do innego kościoła. Sprecyzował, że mówiąc, ze kupił finkę by wykorzystać ją przy polowaniach, miał na myśli to, że sam chciał zostać w przyszłości myśliwym. Podał, że zdarzały się przypadki, że ksiądz T. nadużywał alkoholu, bo widział go kilka razy w takim stanie – raz jak się upił na polowaniu oraz kilka razy czuć było od niego woń alkoholu w czasie niedzielnej mszy, powołał się także na plotki jakie o księdzu krążyły tj. że miał mieć wypadek będąc w stanie nietrzeźwości oraz że miał mieć jakąś kobietę. Wyjaśnił odnośnie kradzieży pieniędzy z sejfu w listopadzie 2007 r., że plan ten nie pochodził od niego, ale wspólnie z M. W. (1) ustalili go, którego znał od podstawówki i miał z nim najlepszy kontakt spośród ministrantów. Postanowili razem, że okradną księdza i wówczas to pomyślał, iż będzie to dobra kara dla księdza. Zaznaczył, że nie nakłaniał M. W. (1) do tej kradzieży, sam się na nią zgodził i myślał jak tego dokonać, z tym, że nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego podczas kradzieży miał ze sobą kominiarkę i rękawiczki, a kolega nie miał takich rzeczy ze sobą. Wskazał, że już na etapie planowania kradzieży, postanowili, że podzielą się pieniędzmi na pół. Podał, że ksiądz T. był osobą bardzo przywiązaną do pieniędzy, gdyż wciąż je przeliczał. Wyjaśnił, że nie wiedział o tym by ksiądz T. lub jakieś inne instytucje miały zbierać pieniądze dla ofiar trąby powietrznej w B. . Odnośnie zdarzenia z dnia 20.08.2008 r. uszczegółowił, że finkę zabrał ze sobą, żeby przyciąć taśmę klejącą, którą miał ze sobą, a trzymał finkę w ręku w trakcie zajścia ponieważ chciał ją mieć zaraz pod ręką jak ogłuszy księdza, by go okleić taśmą, z tym że przyznał, że taśmy nie trzymał w ręce, tylko w kieszeni kurtki, którą miał na sobie. Wyjaśnił, ze zabrał ze sobą ubranie na zmianę, bo nie chciał, by ksiądz go rozpoznał gdyby coś nie poszło, dlatego miał na głowie kominiarkę, a resztę ubrania założył po to, by zamaskować swoją niesprawną prawą rękę – założył dlatego za dużą bluzę i w przypadku innych spodni, by ksiądz go także po nich nie rozpoznał – było to ubranie sportowe, a on nie ubierał się na sportowo. Podał, ze po tym jak ksiądz wyrwał mu kij zadał mu dwa ciosy nożem po rękach, a potem tak jakby stracił panowanie nad sobą i nawet nie wiedział, ile ciosów zadał – jak się o tym potem dowiedział, to był w szoku. Zaznaczył, że zadał ostatni cios nożem w plecy, bo ksiądz czołgał się w stronę sejfu, gdzie miał broń myśliwską i myślał tylko o tym, że może się do niej dostać – nie chciał go wcale dobijać. Odnośnie dalszego swojego zachowania wyjaśnił jak wcześniej, podając, że pieniądze leżące na biurku i pod stołem widział już wcześniej, a zabrał je dopiero wtedy, gdy wrócił po klucze i zrobił to bezwiednie – zaznaczył, że na pewno idąc do księdza, nie zamierzał go okraść, a jego zamiarem było tylko ogłuszenie księdza, skrępowanie go i pozostawienie. Podał, że kij, który miał ze sobą, został na miejscu, zaprzeczył także by miały miejsce takie sytuacje, że ksiądz T. wyganiał go z kościoła. Przyznał, ze mógł być przed 20 sierpnia kilka razy w pobliżu kościoła, ale tylko dlatego, że chodził sprzątać grób dziadka. Wyjaśnił, że nie powiedział matce, ani innym najbliższym osobom, że był molestowany ze wstydu – uważał, że gdyby tak uczynił, ta sprawa wyszłaby na jaw. Wyraził pogląd, że ludzie molestowani są potem piętnowani przez społeczeństwo i twierdził tak na podstawie wiadomości z programów informacyjnych. Wskazał, że na co dzień ubierał się elegancko, nie lubił „pstrokacizny”, ani rzeczy sportowych, nie miał żadnych związków z subkulturami młodzieżowymi. Wyjaśnił, że żaden z ministrantów – a przez okres jego posługi „przeszło” przez parafię około 15 osób, nic takiego do niego nie powiedział co by wskazywało, że ksiądz zachował się wobec kogoś w sposób dwuznaczny. Podał, że sytuacji na strychu mogło być od kilkudziesięciu do dwustu. Wskazał, że pomysł „dania nauczki” pojawił się w trzeciej klasie gimnazjum i pierwszej klasie liceum, przyznał natomiast, że lepszym sposobem „dania nauczki” byłoby zawiadomienie policji o tym co się zdarzyło. Udzielając odpowiedzi na pytania swojego obrońcy oskarżony wskazał, że ksiądz polecenia, które miał przekazywać ministrantom wydawał mu na osobności i z tego powodu ministranci mogli uważać, ze to nie ksiądz tylko on wydaje polecenia. Wskazał, że osobą, która wydawała negatywne opinie o nim, gdy przestał chodzić do kościoła była B. M. (1) . Podał, że gdyby nie kobieta na cmentarzu to wybiegłby z kościoła i nie wracałby do mieszkania księdza i nie wziąłby pieniędzy, bo nie było to jego celem. Wyjaśnił, że miały miejsce dwa razy takie sytuacje około 2-3 lata wcześniej od daty składania wyjaśnień, że w nocy ksiądz przyjeżdżał pod dom gdzie mieszkał i dzwonił do niego na telefon komórkowy, który pożyczyła mu matka, aby wywołać go na zewnątrz i w trakcie rozmowy mówił do niego, że jak komuś powie co się działo na strychu to coś może mu się stać. Oskarżony wskazał, ze B. M. (1) bezpośrednio do niego zwracała się, że źle postępuje, że nie chodzi do kościoła i jak zauważył – od początku była ona negatywnie do niego nastawiona, także do jego niepełnosprawności, być może przenosiła na jego osobę jakieś konflikty z relacji z jego babcią. Oskarżony nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego 18.08.2008 r. zgodził się służyć do mszy na prośbę księdza, który nie użył wtedy żadnych gróźb by przyszedł do kościoła. Podał, że nie słyszał o tym, by ksiądz T. bądź B. M. (1) podejrzewali go o to, że okradł księdza, słyszał natomiast, że krążyła plotka, ze księdza okradziono. Przyznał, że B. M. (1) była osobą zaufaną księdza i codziennie była w kościele, w związku z czym była taka możliwość, że mogła widzieć K. i tę dziewczynkę. Podał, że msza kończyła się o 17:30, a on z kościoła do domu wracał o godzinie 19-20, więc po mszy nie było już innych ministrantów. Opisując wygląd dzieci podał, ze chłopiec miał bliznę na twarzy, była ona umiejscowiona w okolicach ucha, policzka – nie pamiętał czy prawego czy lewego, dziewczynka natomiast była blondynką, włosy miała najczęściej spięte w kucyk. Wyraził przypuszczenie, że w czasie spotkań na strychu, B. M. (1) raczej w kościele już nie było. Wyjaśniając ponownie przed Sądem w dniu 31.03.2010 r. (k. 1574-1575) oskarżony D. M. (1) , podobnie jak wcześniej, przyznał się do popełnienia czynu opisanego w pkt II aktu oskarżenia tj. kradzieży pieniędzy z sejfu, natomiast nie przyznał się do popełnienia czynu opisanego w pkt I aktu oskarżenia tj. zabójstwa księdza W. T. (1) i odmówił składania wyjaśnień oraz udzielania odpowiedzi na pytania prokuratora. Potwierdził prawdziwość odczytanych wyjaśnień, z wyjątkiem tych fragmentów, w których przyznał się do zabójstwa księdza, gdyż jak wyjaśnił nie miał zamiaru zabicia księdza, chciał go tylko nastraszyć. Sprecyzował, że w mieszkaniu księdza, gdy doszło do jego śmierci miał ze sobą nie plecak, lecz torbę, natomiast po zdarzeniu miał zamiar wyrzucić wszystkie ubrania, które miał w czasie zajścia, ale nie zdołał tego zrobić bo spotkał ludzi, nie był w stanie odpowiedzieć dlaczego kominiarkę spalił w domu, a nie wyrzucił jej wcześniej z innymi rzeczami. Przyznał, że gdy dowiedział się od kolegi K. K. (4) , że znaleziono ciało księdza to pojechał z nim na motorze K. pod kościół, był tam kilkanaście minut i znalazł się tam właściwie po to by podwieźć pod kościół K. . Wyjaśnił, że w krytycznym dniu w mieszkaniu księdza przebywał w ukryciu około 3-5 minut i gdyby chciał księdza okraść to ten czas by wystarczył żeby to zrobić i oddalić się. Wskazał, że po kradzieży z 2007 r. ksiądz nie wprowadził żadnych dodatkowych środków bezpieczeństwa, innych niż były poprzednio, jedynie klucze do sejfu trzymał nie w kieszeni marynarki tylko w szufladzie mebli, która wówczas była otwarta. Wyjaśniając na rozprawie w dniu 23.07.2010 r. (k.1774) oskarżony podał, że nie pamięta dokładnie kiedy otrzymał motor, wskazał, że mogło to być dwa dni przed śmiercią księdza, dzień później, jak również w dniu zdarzenia, nie wykluczył, iż mógł go otrzymać także w dniu 21 sierpnia 2008 r., nie pamiętał także jego nazwy, czy motor był zarejestrowany i nie był w stanie powiedzieć gdzie on fizycznie się znajduje, nie pamiętał czy motor zamówił przez Internet czy telefonicznie, ani nazwy firmy, wskazując jedynie, że była to firma z C. lub z okolic C. . Wyjaśnił natomiast, że zapłacił za motor dokonując wpłaty kwoty 4-5 tysięcy złotych na rachunek bankowy firmy w urzędzie pocztowym w B. , maksymalnie do 2 tygodni przed 20 sierpnia 2008 r, z tym że nie był w stanie podać jaki to był bank, co wpisał w tytule zapłaty i kogo wpisał jako wpłacającego – był to jednak na pewno ktoś z rodziny M. . Podał, że motor był nowy i został przywieziony do miejsca jego zamieszkania nie przez firmę kurierską, ale na przyczepce i wraz z motorem dostarczone zostały dokumenty, gwarancja i dowód zakupu. Potwierdził, iż z pieniędzy skradzionych w listopadzie 2007 r. kupił między innymi mikser, zaznaczając, że wcześniej tj. prawdopodobnie we wrześniu 2007 r. matka dała mu pieniądze na mikser, za które kupił za pośrednictwem Internetu za kwotę 2000zł dwa gramofony, a nie mikser. Odpowiadając na pytanie Sądu wskazał odmiennie niż wcześniej, że nie prosił matki o pieniądze na mikser lecz na gramofony. Sąd dał wiarę wyjaśnieniom oskarżonego złożonym w postępowaniu przygotowawczym i przed Sądem w zakresie, w jakim przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, opisał okoliczności dokonania zabójstwa księdza, w tym miejsce, czas i sposób zachowania się przed, w trakcie i po zajściu, w szczególności sposób w jaki dostał się do pomieszczeń mieszkalnych księdza, rodzaj narzędzia, jakim się posłużył zadając ciosy i sposób w jaki opuścił miejsce zdarzenia, a odnośnie przestępstwa kradzieży z włamaniem popełnionego w listopadzie 2007 r. w zakresie dotyczącym faktu dokonania zaboru pieniędzy, opisu dotyczącego ubioru i przebiegu inkryminowanego zdarzenia, za wyjątkiem niżej wskazanych i krytycznie ocenionych fragmentów, albowiem korespondują one z zebranym materiałem dowodowym, w tym zeznaniami świadków i opiniami biegłych sądowych. Sąd zakwestionował więc wyjaśnienia oskarżonego złożone podczas śledztwa i w postępowaniu przed Sądem w części w jakiej je zmienił w stosunku do poprzednich, wskazując, iż nie miał zamiaru dokonać zabójstwa księdza, a chciał go jedynie nastraszyć, że nie było jego zamiarem dokonanie wówczas kradzieży pieniędzy, które wziął jedynie „bezwiednie”, jak również powodów, które skłoniły go do popełnienia zarzuconych mu czynów zabronionych. Sąd nie dał także wiary wyjaśnieniom oskarżonego odnoszącym się do kradzieży dokonanej w listopadzie 2007 r., w części dotyczącej jej przebiegu, w szczególności, że towarzyszący mu wówczas M. W. (1) osobiście wyjmował pieniądze z sejfu i następnie pakował je do plecaka, że pomysł by okraś księdza był wspólnym pomysłem oskarżonego i M. W. (1) , jak również pobudek, dla których dopuścił się popełnienia tego przestępstwa. Sąd odmówił także waloru prawdziwości wyjaśnieniom oskarżonego, w których wskazywał, że był molestowany seksualnie przez księdza W. T. (1) i w konsekwencji wszystkim okolicznościom mającym rzekomo towarzyszyć tym praktykom, w tym by brały w nich udział inne osoby, jak również częściowo odnośnie przedstawionego opisu jego relacji z innymi ministrantami w parafii, cech charakterologicznych, skłonności i zachowań jakie miały cechować księdza W. T. (1) . Kwestionując wskazane fragmenty wyjaśnień oskarżonego D. M. (1) Sąd uznał, że stanowią one przyjętą przez niego linię obrony, zmierzającą do umniejszenia odpowiedzialności przed prawem oraz przedstawienia swojej osoby w jak najkorzystniejszym świetle, a zarazem obliczoną na wywołanie negatywnego wyobrażenia o księdzu W. T. (1) . Przede wszystkim jednak nie da się ich pogodzić ze zgromadzonym w sprawie materiałem dowodowym, zwłaszcza z wyjaśnieniami świadków i opiniami biegłych, nadto w pewnych miejscach kłócą się one z wcześniejszą relacją samego oskarżonego, są mało przekonujące, nielogiczne, a częściowo wręcz nierealne. Zwrócić przy tym należy uwagę, że oskarżony w toku prowadzonego postępowania już podczas kolejno czwartych i następnych przesłuchań w postępowania przygotowawczym i przed Sądem dążył do umniejszenia swej winy i tym samym ograniczenia odpowiedzialności, nie przyznając się do popełnienia zarzucanego mu czynu zabójstwa księdza w związku z rozbojem. Wymaga podkreślenia fakt, że dokonując rekonstrukcji przebiegu zdarzeń jakie miały miejsce krytycznego dnia w zakresie okoliczności dokonania zabójstwa księdza W. T. (1) , w tym zachowania sprawcy i pokrzywdzonego bezpośrednio przed, w trakcie i po pozbawieniu życia księdza, Sąd dysponował ograniczonym materiałem dowodowym, gdyż jedynym osobowym źródłem dowodowym i uczestnikiem tego zdarzenia był sam oskarżony. Powyższa okoliczność nie była jednak przeszkodą w poczynieniu przez Sąd prawidłowych ustaleń faktycznych w tym zakresie, gdyż uwzględniając pozostałe dowody w sprawie, w szczególności protokoły z czynności procesowych dokonanych na miejscu zdarzenia, w tym między innymi z oględzin miejsca, zwłok i zabezpieczonych przedmiotów i opracowane opinie biegłych oraz biorąc pod uwagę całokształt zgromadzonego materiału dowodowego, stwierdzić należy, że istniała obiektywna możliwość dokonania wiążących ustaleń faktycznych, w rezultacie opartych w głównej mierze na wyjaśnieniach oskarżonego, ale nie przyjętych w całej rozciągłości, lecz po poddaniu ich szczegółowej, krytycznej analizie. Wskazany materiał dowodowy był więc wystarczający do przeprowadzenia weryfikacji wyjaśnień oskarżonego pod kątem ich prawdziwości i zakwestionowania tych jego fragmentów, szczegółowo wyżej wskazanych, które pozostawały do niego w oczywistej sprzeczności. Szczegółową analizę wyjaśnień oskarżonego związanych ściśle z jego zachowaniem w trakcie realizacji zarzucanych mu czynów karalnych, poprzedzić muszą jednak rozważania dotyczące eksponowanego przez oskarżonego w toku całego postępowania karnego wątku bycia wykorzystywanym seksualnie (molestowania seksualnego) przez księdza W. T. (1) , która to okoliczność miała implikować wszystkie przyszłe zachowania oskarżonego objęte przedmiotem niniejszego postępowania, przede wszystkim popchnąć go do dokonania dwóch przestępstw tj. kradzieży z włamaniem i zabójstwa W. T. (1) . Podkreślenia wymaga, że zgromadzony w tym zakresie niezwykle obszerny materiał dowodowy, mający na celu weryfikację wyjaśnień oskarżonego, nie dał jakichkolwiek podstaw do twierdzenia, że ksiądz W. T. (1) molestował seksualnie oskarżonego D. M. (1) oraz by przejawiał on skłonności pedofilskie lub homoseksualne, bądź w ogóle zradzał jakiekolwiek zaburzenia ze sfery zachowań seksualnych. Powyższe pozwala na sformułowanie kategorycznego stwierdzenia, że praktyki takie nie miały miejsca, natomiast twierdzenia oskarżonego w tej części są zupełnie gołosłowne i uznać je należy jako obraną przez niego linię obrony zmierzającą do usprawiedliwienia swoich inkryminowanych zachowań. Także treść samych wyjaśnień oskarżonego w tym zakresie nasuwa wiele wątpliwości, jawią się one bowiem miejscami jako nielogiczne, naiwne, czy wręcz niewyobrażalne, nadto pozbawione oparcia w zasadach doświadczenia życiowego i nie znajdujące odzwierciedlenia w normach zachowania przeciętnego, racjonalnie myślącego człowieka. Trzeba bowiem zauważyć, że ze zgodnych ze sobą zeznań ministrantów pełniących posługę, tak w kościele w B. , jaki i w kościele w C. , oraz w kościele pod wezwaniem św. (...) w C. , gdzie pracował ksiądz W. T. (1) tj. Ł. J. , P. P. , M. G. (1) , B. D. (1) , P. Z. , Ł. S. , A. W. (2) , P. W. , A. K. (1) , G. B. , M. P. , M. S. (1) , D. P. (1) , M. D. (1) , J. S. (1) , M. S. (2) , D. S. , L. L. , R. K. , M. S. (3) , M. G. (2) , A. N. (1) , P. K. (1) , D. P. (2) , Ł. P. , J. P. , K. P. (1) , K. T. (1) , K. O. , K. K. (1) , P. T. wynika, że ksiądz nigdy w stosunku do nich nie zachował się w sposób niewłaściwy, nieobyczajny czy nawet dwuznaczny, nie zaobserwowali także by skłonności takie przejawiał wobec innych osób, w tym dzieci, także tych, które nauczał w szkole religii, większość z nich natomiast odbierała go jako osobę skrytą, zamkniętą w sobie, raczej nieufną i wręcz trzymającą dystans do ministrantów. Jednocześnie jak wskazali, ksiądz dał się lubić, ponieważ był dowcipny, niekonfliktowy – wielu z nich określiło go jako „dobrego człowieka”. Wyeksponowania wymaga, że nawet ci spośród ministrantów, którzy mieli żal do księdza m.in. o to, że niesprawiedliwie rozdziela kolędy, faworyzuje D. M. (1) kosztem ich osoby, bądź z innych powodów nie darzyli go sympatią ( P. P. k. 367v, tom II, k.1188, tom VII, J. S. (1) k. 1186, tom VII, P. W. k. 550-551, tom III, A. W. (2) k. 573-574, tom III, k.1217, tom VII ), nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń co do jego zachowania w sferze obyczajowej. Podkreślić przy tym należy, że relacja ta pochodzi od osób, które znały W. T. (1) i miały z nim bezpośredni kontakt z racji wspólnego przebywania w kościele, zakrystii a więc z miejsca, w którym ksiądz czuł się swobodnie i niejako „u siebie”, w związku z czym jest wysoce prawdopodobnym, przy założeniu prawdziwości twierdzeń oskarżonego, że faktycznie dopuszczał się on praktyk pedofilskich, że ksiądz zdradził by się ze swoimi skłonnościami wobec któregoś z ministrantów, choćby będąc w sytuacji sam na sam, które musiały się niejednokrotnie nadarzyć. Tymczasem żaden z zeznających ministrantów nie wskazał, by ksiądz kiedykolwiek miał się wobec nich niestosownie zachować, a świadkowie Ł. J. (k.366, tom II) i G. B. (k.370, tom II) podkreślili, że niejednokrotnie byli sam na sam z księdzem i nigdy w jego zachowaniu nie wyczuli skłonności seksualnych. Także przesłuchani w charakterze świadków mieszkańcy parafii, w której proboszczem był W. T. (1) oraz inne osoby, które miały z nim jakąkolwiek styczność m.in. M. D. (2) (k. 24v), M. N. (1) (k.27-28), M. K. (k. 87), S. K. (k.140), J. K. k. 87, L. N. (k.194) , J. C. (2) (k. 197-198), nie zaobserwowali by zachowywał się niewłaściwie wobec dzieci, w tym by przejawiał on skłonności homoseksualne lub pedofilskie, nadto nie spostrzegli oni ani nie odczuli w bezpośrednich kontaktach, by jego zachowanie wskazywało, że w ogóle przejawia takie skłonności. Postrzegali go natomiast – podobnie jak ministranci, jako człowieka skromnego, uczciwego, pomocnego i niekonfliktowego, przy tym jako dobrego gospodarza parafii i człowieka nazbyt ufającego innym ludziom. Zwrócić przy tym należy uwagę, że nawet te, pojedyncze osoby m.in. U. i S. L. , które krytycznie wypowiadały się o księdzu, wytykając mu różne wady m.in. zarzucając mu nadmierne przywiązanie do pieniędzy czy skłonności do nadużywania alkoholu, bądź nawet utrzymywanie intymnych kontaktów z kobietą, nie formułowały przeciwko niemu zarzutów dotyczących sfery zaburzeń seksualnych, w tym by utrzymywał kontakty homoseksualne lub pedofilskie. Na marginesie przy tym należy zauważyć, że o powyższych zarzutach większość osób posiadała wiedzę nie z własnych obserwacji czy kontaktów z księdzem, ale ich źródłem miały być tzw. „plotki”, które – na co warto zwrócić uwagę, zaczęły krążyć już po fakcie zabójstwa księdza. Potwierdzenie powyższych okoliczności stanowi list z (...) z którego wynika, że nigdy w czasie posługi kapłańskiej księdza W. T. (1) , (a więc zarówno w trakcie pracy w parafii w B. , jak i w C. ) nie były zgłaszane do (...) jakiekolwiek skargi dotyczące jego osoby lub jego nagannych zachowań i nigdy też nie było skarg dotyczących sfery obyczajowej, w szczególności molestowania seksualnego (k.1694). Podkreślenia przy tym wymaga, że w celu weryfikacji wyjaśnień oskarżonego, iż świadkiem molestowania seksualnego miał być chłopiec o imieniu K. , z blizną na twarzy, przesłuchano w charakterze świadków osoby o tym imieniu, mogące mieć kontakt z księdzem W. T. (1) , w przedziale wiekowym, w którym byłby w czasie molestowania chłopiec opisany przez D. M. (1) . Przesłuchani na tą okoliczność K. K. (5) , K. D. , K. K. (6) , K. F. , K. P. (2) , którzy uczęszczali do gimnazjum położonego przy ul. (...) w C. , gdzie również zlokalizowany był kościół, w którym pracował pokrzywdzony, zaprzeczyli by znali księdza o personaliach W. T. (1) – nazwisko to nic im nie mówiło, bądź nie kojarzyli takiej osoby (k. 582-583, 584-585, 1254, 588-589, 590-590a, 730-731), natomiast świadek K. B. (2) (k. 756v-757) przyznał, że uczył go religii w szkole przy ul. (...) w C. ksiądz o imieniu W. , którego spotykał także w kościele, gdyż był ministrantem, lecz nigdy nie zachowywał się on nieodpowiednio wobec świadka bądź innych osób, w tym nie przejawiał skłonności pedofilskich lub homoseksualnych. Wszyscy zgodnie także zaprzeczyli, by znali osobę o imieniu K. z blizną na twarzy. Sąd nie kwestionował zeznań wymienionych świadków, bowiem jako osoby postronne i w żaden sposób niezainteresowane sposobem rozstrzygnięcia niniejszego postępowania, nie mieli żadnego powodu, by składać zeznania niezgodne z prawdą. Również żaden z przesłuchanych w/w ministrantów nie spostrzegł, by w kościele bądź jego obrębie w okresie opisanym przez oskarżonego pojawiały się jakieś obce dzieci, w tym by ktokolwiek mówił o chłopcu o imieniu K. , bądź dziecku z blizną na twarzy. Podobnie nikt z zeznających w sprawie mieszkańców nie zauważył obcych dzieci na terenie kościoła. Okoliczność ta podważa prawdziwość wyjaśnień oskarżonego, jeśli wziąć równocześnie pod uwagę ilość spotkań z udziałem opisanego chłopca, która według oskarżonego miała wynosić od kilkudziesięciu do nawet kilkuset i miejsce dokąd miały przyjeżdżać dzieci, to jest kościół parafialny w B. , która jest stosunkowo niewielką miejscowością i gdzie większość mieszkańców - przynajmniej należących do parafii, w której pracował pokrzywdzony, zna się - jeżeli nawet nie osobiście, to z widzenia. Mając na uwadze opisane okoliczności a także uwzględniając relację oskarżonego, z której wynika, że dzieci samotnie przyjeżdżały autobusem i wysiadały na przystanku przy kościele, stwierdzić należy z prawdopodobieństwem, graniczącym niemal z pewnością, że któryś z mieszkańców zauważyłby dwoje małych, obcych dzieci, pozbawionych opieki ze strony osoby dorosłej, samotnie wysiadających z autobusu komunikacji publicznej i udających się do kościoła już po zakończonej mszy i następnie – po jakimś czasie, wracających z kościoła na przystanek. Opisana, niecodzienna sytuacja z pewnością wzbudziłaby zainteresowanie mieszkańców, zważywszy, że kościół był zlokalizowany w pobliżu przystanku autobusowego, cmentarza parafialnego, które to miejsca uczęszczane są przez ludzi. Zeznania wymienionych wyżej świadków – ministrantów z trzech parafii, w których pracował ksiądz W. T. (1) , nie budzą wątpliwości, są szczere i przekonujące, nadto brak podstaw by twierdzić, że mieli oni jakiekolwiek powody by składać zeznania niezgodne z prawdą zważywszy, że część z nich w ogóle nie znała oskarżonego, albo kojarzyła go tylko z widzenia, natomiast ci którzy go znali bliżej, nie mieli żadnej wiedzy o motywach, jakie według wyjaśnień oskarżonego miały pchnąć go do popełnienia przestępstwa, zatem nawet jeżeli część z nich nie darzyła oskarżonego sympatią w związku z jego zachowaniem wobec nich gdy był ministrantem, nie mogli go celowo obciążać np. składając zeznania, które przeczyłyby jego relacji, skoro nie znali jej treści. Nadto jak wynika z opinii biegłego psychologa, który był obecny - zarówno w toku postępowania przygotowawczego jak i sądowego podczas przesłuchania małoletnich świadków tj. Ł. S. , A. W. (2) , A. W. (3) , B. D. (1) i P. Z. , zdolność postrzegania, zapamiętywania i odtwarzania faktów przez tych świadków nie budzi zastrzeżeń, nie wykazują oni skłonności do konfabulacji (k.654-656, 11218). Tożsame spostrzeżenia zawarł w opinii biegły odnośnie zeznań małoletnich świadków Ł. P. i D. P. (2) (k.727-728) oraz M. P. i M. S. (1) (k.847-848). Dodatkowo wskazać należy, że świadkowie M. G. (1) (k.363v, tom II ), P. W. (k.551, tom III), A. K. (1) (k.557, tom III), M. S. (1) (k. 1314, tom VIII) stwierdzili, że oskarżony raczej nie zostawał po mszy dłużej w kościele, świadek M. W. (2) zeznał, że gdy razem pełnili posługę to zawsze wracali razem – podobnie zeznał Ł. S. (k. 570, tom III, k. 1216, tom VII), natomiast świadek Ł. J. (k.1669, tom IX) i B. D. (1) (k. 576, tom III, k. 1214, tom VII) zeznali, że wprawdzie zostawał czasami po mszy, ale nie wynikało to z tego, że ksiądz o to go prosił, tylko z faktu że był lektorem i wykonywał typowe dla osób pełniących takie funkcje czynności tj. pomagał zdjąć księdzu ornat oraz albę i przygotowywał się na następne msze, podobnie jak inni ministranci będący lektorami, z kolei świadek P. Z. stwierdził (k. 1215), że nawet jak zostawał po mszy to po 5-10 minutach wracał z kościoła do domu, co miał możność zaobserwowania, gdyż mieszkał wówczas niedaleko kościoła na ul. (...) (k. 577). W świetle zeznań powyżej wymienionych świadków stwierdzić należy, że wersja oskarżonego o rzekomym molestowaniu go przez księdza W. T. (1) nie tylko nie znajduje - nawet pośrednio, żadnego potwierdzenia i wsparcia, a wręcz przeciwnie przedstawiona w nich osoba pokrzywdzonego, w tym opisane cechy charakteru, zachowanie i sposób bycia przeczą – w tym zakresie twierdzeniom D. M. (1) , które same w sobie obarczone są licznymi mankamentami i nie sposób pogodzić je z zasadami doświadczenia życiowego. Wskazać bowiem należy, że z relacji skazanego wynika, że ksiądz miał zacząć molestować go seksualnie po około 2-3 miesiącach od rozpoczęcia posługi w kościele tj. od listopada-grudnia 2001 r. i trwało to do czasu, gdy rozpoczął naukę w szkole średniej tj. do września 2006 r ( oskarżony podawał, że był to rok 2005- ale zarazem, że w tym roku podjął naukę w liceum, więc musiał to być rok 2006 )., poddawał się tym praktykom ponieważ ksiądz straszył go, że jeżeli komuś o tym powie to „on o wszystkim rozpowie” i oskarżonego „zamkną w domu dla psychicznie chorych” (k.224), przyznał przy tym, że ksiądz nie zmuszał go w jakikolwiek sposób do udania się na strych kościoła, jedynie informował, że „idziemy na strych” lub też „idziemy się pobawić” i wówczas już wiedział o co chodzi i szedł z księdzem w to miejsce. Stwierdzić zatem trzeba, że o ile - w początkowym okresie wytłumaczeniem dla takiego, a nie innego zachowania oskarżonego mogła by być - podnoszona przez niego, jak również w mowie końcowej jego obrońcy okoliczność, że był wówczas dzieckiem i w konsekwencji związany z wiekiem oskarżonego – miał wówczas 11 lat, stopień rozwoju intelektualnego wpływający na wartościowanie i oceny zachowań, postaw i norm społecznych nie pozwalał mu na sprzeciwienie się rzekomemu postępowaniu księdza i prawidłową ocenę kierowanych wobec niego gróźb, o tyle argumentacji tej nie sposób odnieść do osoby oskarżonego, w sytuacji gdy miał lat 16, a do tego czasu – według jego relacji, miał być molestowany przez księdza. Tłumaczeniem o infantylności zachowań dziecka nie można bowiem w żaden sposób usprawiedliwić zachowania osoby w wieku 16 lat, zwłaszcza osoby oskarżonego, który – jak wynika z opinii biegłego psychologa, jego poziom rozwoju lokuje się powyżej przeciętnej (k.936, tom VI). Tymczasem, z wyjaśnień oskarżonego wynika, że będąc w wieku 13, 14, 15 i 16 lat był regularnie molestowany przez księdza i przed poinformowaniem kogokolwiek o tym co się działo nadal powstrzymywała go obawa realizacji wskazanych gróźb księdza i dodatkowo, wyartykułowana już przed sądem – groźba pozbawienia życia, czym także miał go straszyć pokrzywdzony - uwzględniając więc wiek oskarżonego i stopień jego rozwoju, zupełnie niezrozumiałym jest tego rodzaju zachowanie. Na marginesie wskazać jedynie należy, że całkowicie nielogicznym pozostaje to, że ksiądz miał grozić oskarżonemu by nie ujawniał praktyk molestowania i równocześnie, w przypadku postąpienia wbrew jego woli, groźbę miał stanowić fakt ujawnienia tych praktyk przez księdza – w takiej sytuacji ksiądz sam by się przecież zdemaskował i pogrążył, czego oskarżony jako 11 – latek mógł nie rozumieć i pojmować, natomiast jako osoba blisko 16-letnia, o ponadprzeciętnym stopniu rozwoju inteligencji, z pewnością miał świadomość. Zupełnie przy tym bezpodstawne są twierdzenia, że z tego powodu to właśnie jego, jako osobę pokrzywdzoną według jego relacji, miałyby spotkać jakiekolwiek restrykcje z powodu nagannych zachowań innej osoby. Tego rodzaju sposób rozumowania i wnioskowania można by przypisać osobom upośledzonych umysłowo, nie potrafiącym odróżnić tego co dobre od tego co złe, oskarżony natomiast nie jest dotknięty tego rodzaju dysfunkcją. Podobnie należy więc ocenić zaprezentowany pogląd, że przed ujawnieniem nagannych zachowań księdza hamowało go poczucie, że ludzie molestowani są napiętnowani przez społeczeństwo, co wywodził na podstawie wiadomości z programów informacyjnych, podczas gdy w rzeczywistości jest zupełnie na odwrót, to właśnie w mediach niejednokrotnie dochodzi do swoistych przedsądów osób, co do których zachodzą jedynie niczym nie poparte podejrzenia o pedofilie - nota bene podczas postępowania w niniejszej sprawie zbliżone sytuacje także miały miejsce (listy z Polski i Anglii protestujące przeciwko pedofilii – k. 310-313, 314-315, 316-317). Zauważyć przy tym wypada dodatkowo, że jak wynika z relacji oskarżonego i jego matki (k. 1727, tom X), miał on bardzo dobre relacje z matką, darzony był przez nią dużym zaufaniem i ich stosunki układały sie na zasadach partnerskich, w związku z czym – przy uwzględnieniu tak strasznych przeżyć jakich miał doświadczyć, z pewnością powiedział by jej o zdarzeniach z udziałem księdza, a jeżeli nawet nie oznajmiłby tego wprost, to kwestionowałby dalsze chodzenie do kościoła czy w jakikolwiek inny sposób manifestował swoją niechęć, krzywdę i dezaprobatę dla poczynań księdza, czy w ogóle instytucji kościoła i kwestii wiary. Nic takiego nie miało jednak miejsca, co jest niezrozumiałym, zważywszy że jak wyżej wskazano mógł liczyć na zrozumienie, wsparcie i pomoc matki. Wydaje się bowiem czymś naturalnym, że w sytuacjach trudnych i ciężkich, z którymi samemu trudno się uporać, szuka się oparcia i rady u najbliższych członków rodziny bądź innych bliskich osób, a nawet gdy nic takiego nie ma miejsca, osoba pokrzywdzona np. zamyka się w sobie, to najbliżsi potrafią dostrzec, że dzieje się coś złego. Tymczasem matka oskarżonego, ani nikt inny z jego bliskich nie zauważył żadnych istotnych zmian bądź innych niepojących objawów w sposobie zachowania, czy bycia oskarżonego, wskazujących, że ma on jakieś poważne problemy czy kłopoty, co mając w polu widzenia opisany charakter relacji łączących matkę z oskarżonym, wydaje się nieprawdopodobnym, zważywszy przy tym, że praktyki jakim miał być poddawany jej syn nie były jedno - czy nawet kilkurazowym incydentem, lecz miało ich być – zgodnie z opisem D. M. (1) od kilkudziesięciu do kilkuset i trwały przez okres blisko 5 lat. Podkreślić w tym miejscu należy, że ministranci, którzy spotykali się z nim w tym okresie, zeznając następnie w sprawie stwierdzili wprost, że nie jest prawdopodobnym, by D. M. (1) był molestowany, który to pogląd z pewnością wyrażali na podstawie wzajemnych relacji i obserwacji zachowania oskarżonego. Podobnie najlepszy kolega oskarżonego M. W. (1) , który uczęszczał z oskarżonym do jednej klasy od zerówki, aż do III klasy gimnazjum i został ministrantem rok po tym jak posługę zaczął pełnić D. M. (1) nie zauważył – jak wynika z jego relacji (k.1371), by ksiądz W. T. (1) miał jakiś szczególny stosunek do oskarżonego i odwrotnie, wskazał przy tym, że często służył do mszy z oskarżonym, zarówno w niedziele i w dni powszednie i nigdy nie było wówczas tak, by D. M. (1) zostawał dłużej po mszy, z kościoła zawsze wychodzili razem. Zeznał dodatkowo, że D. M. (1) nigdy nie opowiadał mu o żadnych erotycznych fantazjach księdza i że miał brać w nich udział, nie słyszał od nikogo, ani sam nie widział, żeby do księdza przyjeżdżały jakieś nie miejscowe dzieci i nie przypominał sobie by oskarżony mówił mu o chłopcu o imieniu K. lub chłopcu z blizną na policzku koło ucha. Powyższe dodatkowo wskazuje, że opisywane przez oskarżonego zdarzenia nie miały miejsca, nadto – co warto wyeksponować, ksiądz wysyłał świadka M. W. (1) w czasie gdy był ministrantem po różne rzeczy na strych (m.in. stojak do mikrofonu), który był wykorzystywany jako „składzik”, co przy założeniu, że miały się tam odbywać praktyki molestowania seksualnego byłoby dość ryzykowanym zachowaniem ze strony pokrzywdzonego, gdyż świadek mógł tam natrafić na jakieś ślady tych praktyk i ujawnić swoje spostrzeżenia na zewnątrz. Także świadkowie D. Z. (1) , P. Z. (k. 1214-1215, tom VII), A. K. (1) (k. 1219, tom VII) przyznali, że pomagając w kościele brali ze strychu różne rzeczy, potrzebne w danym momencie do wykorzystania przy wystroju kościoła. Zrozumiałym byłoby więc - dając wiarę oskarżonemu, że ksiądz winien sam fatygować się i osobiście przynosić potrzebne rzeczy z miejsca, w którym miał się dopuszczać tak wyuzdanych praktyk, skoro jednak wysyłał tam osoby postronne, oznaczało to, że nie miał nic do ukrycia i niczym nie ryzykował, w związku z czym okoliczność ta również nakazuje wykluczyć wyjaśnienia oskarżonego w tej części. Świadek A. K. (1) wskazał przy tym, że „strych to był taki składzik, był zagracony, nie było tam większych wolnych przestrzeni” (k. 1219, tom VII). Przeciwko wersji oskarżonego przemawia także sposób jego zachowania po tym, jak ksiądz miał przestać go molestować, gdyż jak wynika z jego relacji nadal przez blisko dwa lata uczęszczał on do kościoła, w którym pracował pokrzywdzony, pełnił posługę jako ministrant – z uwagi na zajęcia szkolne ograniczoną jedynie do niedzielnej mszy świętej, a powodem rezygnacji był fakt poznania dziewczyny. Tego rodzaju zachowania, w świetle wyjaśnień oskarżonego o molestowaniu go przez księdza, nie sposób w żaden sposób wytłumaczyć i zrozumieć. Jeśli bowiem wziąć pod uwagę opisane okoliczności tj. miejsce praktyk – strych kościoła, ich długotrwałość – 5 lat i ilość – od kilkudziesięciu do dwustu zdarzeń oraz rodzaj i charakter - z udziałem innych dzieci, praktyki wyuzdane, to dobrowolna obecność oskarżonego w miejscu i w towarzystwie osoby, która miała być dla niego powodem tak traumatycznych przeżyć, budzi niezrozumienie i trudno o racjonalne wyjaśnienie tego faktu. Oskarżony wskazał wprawdzie, że uczęszczał nadal w tym czasie do kościoła, gdyż nie chciał sprawiać „przykrości swojej rodzinie” (k.1125, t.VII) wynikającej z tego, że ktoś z mieszkańców mógłby obrażać jego bliskich w związku z tym, że zaprzestał chodzić do kościoła, jednak wytłumaczenie to należy ocenić jednoznacznie krytycznie. Przedstawiona sytuacja mogłaby bowiem mieć miejsce w którymś z krajów Bliskiego Wschodu, gdzie państwo i jego mieszkańcy podporządkowani są prawu religijnemu i wymaga się od nich postępowania zgodnego z jego normami, Polska jednak się nie zalicza do tych krajów, a zagwarantowana konstytucyjnie wolność sumienia i religii pozostawia każdemu z obywateli zupełną swobodę w kształtowaniu swojego światopoglądu i wierzeń, w związku z czym obawy oskarżonego, że jego rodzina narażona byłaby na jakikolwiek ostracyzm społeczny z opisanego powodu, lokować należy w sferze wymysłów D. M. (1) , a nie faktów. Zasadność tych twierdzeń podważył zresztą sam oskarżony swoim postępowaniem, albowiem troska o dobre imię jego bliskich nie stanęła mu na przeszkodzie, by zaprzestał nie tylko pełnić posługę jako ministrant, ale w ogóle chodzić do kościoła, od kiedy zaczął spotykać się z dziewczyną. Podobnie, z pewnością reputacja rodziny nie była w polu widzenia oskarżonego, w sytuacji, gdy dopuszczał się przestępstwa kradzieży pieniędzy pochodzących ze składek wiernych z sejfu w zakrystii w listopadzie 2007 r. albowiem nie mógł przecież wykluczyć w 100%, że mógł zostać wówczas zatrzymany, bądź zdarzenie to wyszłoby na jaw w późniejszym czasie. Zwrócić przy tym należy uwagę, że jak wynika z wyjaśnień oskarżonego, jego matka w pewnym okresie czasu miała zaprzestać chodzić do kościoła, więc nadmierna troska o narażenie na szwank wizerunku „katolickiej rodziny” także z tego punktu widzenia wydaje się być nie do końca zasadna. Nadto nawet przyjmując, że oskarżony nie chciał rezygnować z uczęszczania do kościoła i zależało mu na dobrym imieniu rodziny - w co trudno, w świetle powyższych uwag uwierzyć, to stwierdzić należy, że nic nie stało na przeszkodzie, by oskarżony chodził do innego kościoła, zwłaszcza, że była taka możliwość albowiem w B. były jeszcze dwie inne parafie, w których pracowali inni księża - nie spotkałby się przecież wówczas z zarzutem, że odchodzi od kościoła. Oskarżony nie potrafił odpowiedzieć dlaczego nie skorzystał z takiej możliwości (k. 1125, tom VII). Dodatkowo całkowicie niezrozumiałą z punktu widzenia osoby wykorzystywanej seksualnie jest okoliczność, że oskarżony po 2 miesięcznej przerwie w uczęszczaniu do kościoła związanej z faktem poznania dziewczyny, ponownie w sierpniu 2008 r. zaczął chodzić do kościoła, w którym pracował rzekomy sprawca tych czynów i pełnić posługę jako ministrant, czego w żadnych wypadku nie może tłumaczyć sugestia oskarżonego, że uczynił to, li tylko na „prośbę księdza”. Sam powód i rzekome życzenie księdza wydają się być tym bardziej wątpliwe, jeśli wziąć pod uwagę, że z innego fragmentu wyjaśnień oskarżonego wynika, że ksiądz wcześniej miał go poniżać i ośmieszać przy innych ministrantach - chciał pokazać innym ministrantom, że jest od nich gorszy (k.1124) - podobnie z relacji matki oskarżonego J. M. (1) (k.1727) wynikało, że ksiądz poniżał oskarżonego, wytykał, że nic nie potrafi zrobić, w związku z czym żadnej ze stron nie powinno zależeć na obecności oskarżonego w kościele, księdzu, który nie był zadowolony z jego posługi i oskarżonemu, który został w ten sposób publicznie oceniony. Do powyższej konstatacji oskarżony jednak nie doszedł, skoro z jego relacji wynika coś zupełnie odwrotnego, nota bene wskazać należy, że żaden z ministrantów nie potwierdził informacji oskarżonego o poniżaniu go przez księdza, co także podważa wiarygodności oskarżonego, zwłaszcza, że według jego wyjaśnień W. T. (1) miał zarzuty te czynić mu publicznie, w obecności innych ministrantów. W świetle powyższego zatem wyjaśnienia oskarżonego należy potraktować nie inaczej, jak naiwną próbę usprawiedliwienia swojego zachowania, które w żaden sposób nie przystaje, nie jest adekwatne i nie daje się go pogodzić z wyrządzonymi krzywdami i negatywnymi przeżyciami jakich miał doznać w związku z opisanymi sytuacjami molestowania seksualnego – w przypadku bowiem ich zaistnienia, wskazane zachowanie oskarżonego w ogóle nie powinno mieć miejsca. Twierdzenia D. M. (1) o rzekomym molestowaniu go przez księdza [... tekst skrócony ...]
Potrzebujesz pomocy prawnej?
Asystent AI przeanalizuje Twoje pytanie w oparciu o orzecznictwo, przepisy i doktrynę — jak rozmowa z ekspertem.
Zadaj pytanie Asystentowi AI